Strona główna | Forum | Artykuły | Galeria | Kalendarz
TPZN - Forum numizmatyczne
Aktualności:
 
*
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?
21 Listopad 2017, 10:54:09


Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji


Strony: 1 ... 3 4 [5]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Garść myśli na temat kolekcji Dattari  (Przeczytany 6079 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Lech Stępniewski
Gaduła
****

Wiadomości: 5 818



Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #60 : 02 Lipiec 2017, 18:01:19 »

Otóż te okazy, to jest właśnie druga strona tej kolekcji. Monety poboczne, które nie stanowiły dla właściciela  rdzenia zainteresowań.

Powtórzę tutaj w innej formie to, co napisałem gdzie indziej. Żadne muzeum nie może równać się z efektywnością Dattariego. Proporcjonalnie do zaangażowanych środków i personelu, żadne nie opracowało na takim poziomie i nie udostępniło innym takiej części kolekcji, jak on. Koniec, kropka.

Owszem, z góry zaznaczam, że widziałem nawet na muzealnych wystawach monety z rażącą korozją, ale ile jest monet w prywatnych kolekcjach, z konserwacją których szczęśliwy posiadacz sobie kompletnie nie radzi.

Znowu wkraczamy w sferę fantazji, ponieważ nie wiemy, co pleśnieje w muzeach. Prywatni chwalą się swoim najgorszym złomem, także takim, który próbowali "reperować" (czasem rzeczywiście nieudolnie). Muzea - nie.
Zapisane

NOT IN RIC - nie notowane monety i błędy w The Roman Imperial Coinage, tomy VI i VII
Tomanek
Gaduła
****
Poland Poland


Wiadomości: 3 569


Quaerenda pecunia primum est, virtus post nummos.


Zobacz profil
« Odpowiedz #61 : 02 Lipiec 2017, 19:11:16 »

Cytuj
usiłuje mnie Pan przekonać, także w tym poście, że muzea są właśnie po to, by zabezpieczać zabytki i je chronić. Twierdzi Pan też, że w muzeach są one łatwiej dostępne do badań.

Zgadza się, uważam, że jednym z podstawowych zadań placówek muzealnych jest ochrona zbiorów. Ochrona przed zawieruchą dziejową, co jak pokazuje historia, nie jest takie proste w razie "W", ale i ochrona przed narwanymi miłośnikami malarstwa impresjonistycznego.

Fakt, że w jakimś muzeum zbiory nie były dostępne latami i wszelkie próby dotarcia do jakiegoś egzemplarza rozbijały się o kwaśną minę kustosza, czy kaprysy dyrekcji, nie oznacza wcale, że tak będzie do końca świata i jeszcze dłużej. Te tendencje już dawno zaczęły się zmieniać i z każdym rokiem jest lepiej. Każdy system, ten muzealny również, tworzą ludzie, a ludzie bywają różni. Kiedyś było wielkie powszechne NIE, a dzisiaj... Zmienia się!

Owszem, większość światowych kolekcji muzealnych powstało na bazie wcześniejszych kolekcji prywatnych i taka powinna być kolej rzeczy. Nie namawiam kolegów do masowego przekazywania zbiorów. Ludzie mają różne koleje losu. Zawsze taka kolekcja może stanowić wentyl bezpieczeństwa w formie funduszu emerytalnego lub zostać przekazana godnemu następcy. Jednak co w przypadku, kiedy nikt w rodzinie nie czuje bluesa? Zostawić to zięciowi i niech opchnie na Allu? Sprzedać samemu? Ale kiedy jest ten moment? Dattari zapewne również nie przewidział daty zgonu...

Cytuj
Znam (głównie z lektur) muzealników i archeologów, którzy stawiają sprawę jasno: prywatne kolekcjonerstwo to zło.

Panie Lechu, proszę nie mieć mi za złe co teraz napiszę, ale czasem odnoszę wrażenie, że schował się Pan za ekranem monitora i kompletnie oderwał od realnego życia. Ocenia Pan tych ludzi na podstawie tego co Panu napiszą w mailu? Przecież często są to ludzie, którzy doskonale zdają sobie sprawę z absurdów prawnych, w realiach których muszą egzystować. Proszę mi wierzyć, przy bliższym poznaniu, w bezpośredniej rozmowie, ten światek otwiera się w całkiem innych barwach. Nie pokazali Panu czegoś w muzeum X dwadzieścia lat temu, nich Pan spróbuje ponownie, bez uprzedzeń, a nóż nastąpiła zmiana pokoleniowa. Nie da rady w tym roku, to za rok raz jeszcze.

Sarka Pan ciągle, że pracownicy w muzeach puszczają bąki i nic nie robią. Obawiam się , że znam to specyficzne środowisko odrobinę lepiej od Pana. To nie jest wina kustosza, że jest sam, że muzeum ciągle cierpi na braki funduszy, co przekłada się na ograniczone ilości etatów. Niestety, w tych małych okręgowych muzeach, więcej jest pracowników administracyjnych (to oni decydują o finansach) od merytorycznych. Dla przykładu, taki kustosz działu archeologicznego ( temu zazwyczaj w okręgówkach podlegają monety) sam musi zabiegać o środki na sfinansowanie badań archeologicznych, bo macierzyste muzeum z definicji środkami nie dysponuje. Jak już je cudem wyżebrze po różnych firmach i instytucjach, to rozpoczyna batalię ze stosownymi urzędami o pozwolenia na badania. Aby było taniej, to należy uśmiechnąć się do jakieś uczelni, aby pozyskać darmową siłę roboczą (studentów w ramach praktyk). Porządny sezon wykopaliskowy na jednym stanowisku to zazwyczaj jeden miesiąc. Materiał z takich miesięcznych wykopalisk może być różny. Może to być zaledwie kilka artefaktów do udokumentowania, ale przy odrobinie "nieszczęścia", mogą być ich setki, jeśli nie tysiące. Samo opracowanie, opisanie, wykonanie rysunków i fotografii, nie mówiąc o konserwacji, może trwać latami. Wszystko zależy od tego co się kopie i co się wykopie. Na to wszystko nakłada się normalna, bieżąca muzealna nuda. Trzeba przyjmować i rejestrować przybywające na bieżąco  eksponaty, często od prywatnych znalazców. Należy organizować wystawy okresowe, co wiąże się z kwerendą po innych muzeach. Działa to również w drugą stronę, należy umożliwić kwerendę i pozyskanie eksponatów ze zbiorów własnych, które mogą zainteresować inne muzeum celem wypożyczenia. Trzeba pisać sprawozdania, publikacje i jeszcze brać udział w tematycznych konferencjach. Oczywiście pojawiają się w tym wszystkim natrętne muchy - studenci szukający materiałów do różnych magisterek, domorośli historycy grzebiący w lokalnych historiach, a najgorsi to już są prywatni kolekcjonerzy ( Mrugnięcie), którzy ciągle chcą coś zobaczyć, coś porównać. Przygotowanie materiałów na porządną tematyczną kwerendę, to jest dobry dzień pracy dla takiego kustosza i często dzień pracy po. Z perspektywy wydajności, uczciwie mówiąc, jest to oderwanie merytorycznego człowieka od jego pracy naukowej, bo przecież nikt nie będzie dla Pana przygotowywał kwerendy po godzinach. Proszę mi wierzyć, ci ludzie nie cierpią na zawodową nudę i nie dotyczy to tylko kustoszy w małych muzeach.

Fakt, że jakiś skarb został opracowany i opublikowany dopiero po dwudziestu latach nie musi wcale oznaczać, że dany kustosz zbijał bąki. Często jest tak, że coś jest już opracowane, ale temat publikacji rozbija się o środki finansowe. Publikacje w internecie, fajnie, ale proszę nie zapominać, że internet to jest dopiero nowy wynalazek. Muzea rozpoczęły wielką akcję digitalizacji i udostępniania cyfrowo zbiorów, ale musi to trochę potrwać. Dla przykładu, ile eksponatów posiada Muzeum Narodowe w Krakowie i ile wśród nich stanowią umiłowane przez wąskie grono monety. Jedna pracownia fotografii i setki tysięcy różnej maści eksponatów. Kto ma tam monety udostępnić w necie? Kustosz działu numizmatycznego, czy specjalnie powołany i wyposażony zespół, ale zespół, który ma na głowie całość zbiorów MNK.

Wielkie światowe muzea, te które łaskawie zamierza Pan ocalić. Ile antycznych monet zgromadzono w berlińskim Bode? Specjalnie dzisiaj zajrzałem - po dziesięciu latach  digitalizacji, udostępnionych zostało 17.846 monet. Uśredniając, udostępniali do dzisiaj monety antyczne ze średnią dobową 7 sztuk, w przeliczeniu na dni robocze. W Wiedniu to już prawdziwy skandal (fakt, dużo później zaczęli) - do dzisiaj udostępniono na stronie 2840 monet.
Proszę jednak pamiętać, internet i fotografia cyfrowa, to są w miarę młode dzieci. Ten proces musi trochę potrwać i trwa i idzie to wszystko we właściwą stronę.
Zapisane
Lech Stępniewski
Gaduła
****

Wiadomości: 5 818



Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #62 : 02 Lipiec 2017, 20:48:48 »

Każdy system, ten muzealny również, tworzą ludzie, a ludzie bywają różni. Kiedyś było wielkie powszechne NIE, a dzisiaj... Zmienia się!

Ale dlaczego w przypadku ludzi prywatnych eksploatuje Pan do znudzenia tego japońskiego wariata, a wypadku ludzi urzędowych każe mi Pan wierzyć, że zmienią się na lepsze. Przecież te fantazje (bo to są tylko fantazje) można równie dobrze odwrócić. Że wystarczy, by przyszła władza totalitarna i zrobi takie czystki w muzeach, że 100 zwariowanych Japończyków by nie dało rady. Natomiast ludzie prywatni się cywilizują. Doceniają coraz bardziej takie rzeczy jak porządna atrybucja, wiedza o proweniencji, fachowa konserwacja, troskliwe przechowywanie... A nie cywilizują się? To forum jest tego najlepszym przykładem.

Panie Lechu, proszę nie mieć mi za złe co teraz napiszę, ale czasem odnoszę wrażenie, że schował się Pan za ekranem monitora i kompletnie oderwał od realnego życia. Ocenia Pan tych ludzi na podstawie tego co Panu napiszą w mailu?

Oj, bardzo niebezpieczną linię Pan obrał. Bo przecież ja Pana poglądy też teraz oceniam na podstawie tego, co Pan mi w tej dyskusji napisze i co zobaczę na ekranie monitora. Czy Pan chce, bym zaczął podejrzewać, że nie pisze Pan szczerze? Chyba nie. To dlaczego Pan chce bym zaczął podejrzewać innych o nieszczerość. I nie chodzi tylko o maile, lecz także o wypowiedzi na  blogach, w fachowej prasie etc.

Nie, nie. Nie czyńmy takiego zamętu!

Sarka Pan ciągle, że pracownicy w muzeach puszczają bąki i nic nie robią. Obawiam się , że znam to specyficzne środowisko odrobinę lepiej od Pana.

Dlatego z uwagą czytam to, co Pan pisze. Ale nic na to nie poradzę, że wbrew Pana intencjom, to, czego się od Pana za każdym razem dowiaduję, jeszcze bardziej mnie upewnia, że sytuacja jest głęboko niezdrowa.

"Przede wszystkim trzeba pamiętać, że nasza fabryka cierpi na chroniczne niedofinansowanie, a dewiz to już w ogóle nie ma. Dział administracyjny jest większy niż produkcyjny. No ale musi tak być, bo kto ma wypełniać te stosy sprawozdań i innych papierzysk. No kto? Trzeba się też przed centralą wykazać, że niby teraz wdrażamy nowy produkt. Ale jak, kiedy ludzi do roboty nie ma. A jak są to niewykwalifikowani. Jeszcze jest nieźle jak wyprodukujemy bubel. Wtedy nikogo to nie interesuje i sprawa się rozejdzie po kościach. Ale w zeszłym roku przypadkiem wyprodukowaliśmy takie ustrojstwo, na które jak się okazało jest popyt. I teraz nie możemy się opędzić od zamówień. Klienci się awanturują, dzwonią do nas zaopatrzeniowcy z innych fabryk. Po prostu urwanie głowy! A mówią, że w państwowym zakładzie to tylko ciepła posadka i picie herbaty. Niech sami spróbują!"
Zapisane

NOT IN RIC - nie notowane monety i błędy w The Roman Imperial Coinage, tomy VI i VII
Lech Stępniewski
Gaduła
****

Wiadomości: 5 818



Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #63 : 03 Lipiec 2017, 13:30:25 »

Publikacje w internecie, fajnie, ale proszę nie zapominać, że internet to jest dopiero nowy wynalazek.

Osobno to Pana zdanie wybijam, żeby po raz kolejny przypomnieć, że wszystkie moje uwagi są inspirowane tym, że radykalnie zmieniły się sposoby przechowywania i udostępniania informacji. Tylko w tym kontekście te uwagi mają sens!

Internet już taki nowy nie jest. Sam z niego korzystam od ponad dwudziestu lat. Wyrosło już pokolenie, które nie zna świata bez internetu.

Pan natomiast akcentuje głównie poprawę wedle starych kryteriów (że teraz muzealnicy są sympatyczniejsi niż niegdyś bywało i nawet czasem dają coś potrzymać albo zrobić zdjęcie etc.). Ale kiedy tylko wejdzie Pan na tereny, o które mi chodzi, to sam Pan daje przykłady mizerii, wyliczając, ile w tej dziedzinie zrobiły dotąd nawet takie muzea z ekstraklasy jak Berlin czy Wiedeń.

Tu pozwolę sobie na WAŻNY KOMENTARZ, którego dotąd nie zrobiłem, a do którego sam Pan mnie zainspirował tym postem:

http://forum.tpzn.pl/index.php/topic,11293.msg79133.html#msg79133

Proponował Pan tam zainteresowanym typologią hełmów "małą wycieczkę objazdową po europejskich muzeach."

Żeby pojechać do Bułgarii, a potem do Holandii, potem skoczyć do Niemiec, a potem znów do Włoch i Szwajcarii.

I teraz - żeby nie było nieporozumień, co do moich intencji - natychmiast napiszę tak: to naprawdę znakomicie, że bywa Pan na takich wycieczkach, wpadnie do Paryża, a potem do Londynu, sprawdzi coś we w Włoszech etc.

Jest Pan dobrym i bardzo życzliwym człowiekiem (o czym niejednokrotnie sam miałem się okazję przekonać). Chętnie dzieli się Pan tym, co Pan na tych wojażach zobaczył, wstawia piękne zdjęcia etc., czyli w sumie wszyscy na tym korzystamy.

Proszę tylko pamiętać, że nie wszystkim zdrowie, uciążliwości wieku, sytuacja, czas i - co nie najmniej ważne - zasoby finansowe pozwalają na takie wycieczki. Dla nich jedyną szansą na cokolwiek (nawet jeśli Pan to nazwie lekceważąco "lizaniem przez szybę") jest jak najszybsza digitalizacja i udostępnienie zbiorów.

Jeśli demokratyzacja życia zbiorowego nie ma być pustym słowem, to tacy ludzie (a jest ich przecież większość) też powinni mieć szansę dostępu do muzealnych zbiorów*. Na razie bowiem w tej dziedzinie panuje dość znaczna "oligarchizacja".

Nowe techniki taką szansę stworzyły. Nie widać jednak, by muzea, szczególnie polskie, rzuciły się w wir pracy, by tę szansę wykorzystać. Przeważa myślenie tradycyjne, a muzeum uważa się za "zdigitalizowane", jeśli ma własną stronę w internecie, choćby tam były głównie godziny otwarcia i dziesięć zdjęć na krzyż przypadkowo dobranych eksponatów.

__________
* Moim zdaniem jest to nie tyle kwestia finansów, ile sposobu myślenia i pewnych propagandowo narzucanych "modnych" priorytetów. Proszę zobaczyć, ile zrobiono (i za jakie wielkie pieniądze!) pod hasłem przystosowania muzeów dla niepełnosprawnych: różne windy, wyciągi, przebudowa toalet etc. Wszystkie muzea się tym chwalą, jeśli tylko coś mają, chociaż wiadomo, że inwalidzi, którzy potrzebują tych usprawnień, to nadzwyczaj skromna grupa korzystających z muzeów. Nie dysponuję danymi, bo tego chyba nikt nie rejestruje: może dlatego, że głupio byłoby napisać w sprawozdaniu, że np. muzeum w zeszłym kwartale odwiedziły dwie niepełnosprawne osoby.
Ja tu, broń Boże, potrzeb tej grupy w żaden sposób nie lekceważę. Przeciwnie! Myślę jednak, że właśnie digitalizacja oraz internet są dla niepełnosprawnych największą szansą. Bo przecież wyprawa do muzeum to nie tylko kwestia ułatwień na miejscu. To także transport, często dodatkowa pomoc, czasem nawet medyczna etc.
Zapisane

NOT IN RIC - nie notowane monety i błędy w The Roman Imperial Coinage, tomy VI i VII
Tomanek
Gaduła
****
Poland Poland


Wiadomości: 3 569


Quaerenda pecunia primum est, virtus post nummos.


Zobacz profil
« Odpowiedz #64 : 03 Lipiec 2017, 23:48:30 »

Cytuj
Ale dlaczego w przypadku ludzi prywatnych eksploatuje Pan do znudzenia tego japońskiego wariata, a wypadku ludzi urzędowych każe mi Pan wierzyć, że zmienią się na lepsze. Przecież te fantazje (bo to są tylko fantazje) można równie dobrze odwrócić. Że wystarczy, by przyszła władza totalitarna i zrobi takie czystki w muzeach, że 100 zwariowanych Japończyków by nie dało rady. Natomiast ludzie prywatni się cywilizują.

Tak, ludzie prywatni się cywilizują, a ci nieszczęśnicy na państwowych etatach przeżywają regres i wracają na drzewa.
Dlaczego Pan tak koszmarnie generalizuje i do jednego brudnego wora wrzuca całe środowisko muzealników.
Przecież zarówno wśród prywatnych kolekcjonerów, jak i kustoszy muzealnych zdarzają się różne warianty typologiczne,
od cywilizowanych po totalnych oszołomów. Nie godzi się osądzać od czci i wiary wszystkich, skoro figę z makiem pokazało Panu
kilku. To nie jest uczciwe.

Cytuj
Tu pozwolę sobie na WAŻNY KOMENTARZ, którego dotąd nie zrobiłem, a do którego sam Pan mnie zainspirował tym postem:

http://forum.tpzn.pl/index.php/topic,11293.msg79133.html#msg79133

Proponował Pan tam zainteresowanym typologią hełmów "małą wycieczkę objazdową po europejskich muzeach."

Żeby pojechać do Bułgarii, a potem do Holandii, potem skoczyć do Niemiec, a potem znów do Włoch i Szwajcarii.

I teraz - żeby nie było nieporozumień, co do moich intencji - natychmiast napiszę tak: to naprawdę znakomicie, że bywa Pan na takich wycieczkach, wpadnie do Paryża, a potem do Londynu, sprawdzi coś we w Włoszech etc.

Jest Pan dobrym i bardzo życzliwym człowiekiem (o czym niejednokrotnie sam miałem się okazję przekonać). Chętnie dzieli się Pan tym, co Pan na tych wojażach zobaczył, wstawia piękne zdjęcia etc., czyli w sumie wszyscy na tym korzystamy.

Proszę tylko pamiętać, że nie wszystkim zdrowie, uciążliwości wieku, sytuacja, czas i - co nie najmniej ważne - zasoby finansowe pozwalają na takie wycieczki. Dla nich jedyną szansą na cokolwiek (nawet jeśli Pan to nazwie lekceważąco "lizaniem przez szybę") jest jak najszybsza digitalizacja i udostępnienie zbiorów.


I tu dochodzimy do sedna naszego sporu. Celowo tam napisałem: "by je wszystkie w realu zobaczyć. Należy jednak się pospieszyć, bo to jednak małe regionalne muzea i nigdy nie wiadomo co się z nimi stanie Mrugnięcie". Teraz niech Pan łaskawie pomyśli dlaczego tak napisałem. Była to rzecz jasna jawna aluzja do postulatu jaki Pan wysunął. Domaga się Pan szybkiej i powszechnej digitalizacji zbiorów. Super, jestem ZA. Jednak sam Pan chce ciąć gałąź na której siedzi. Skoro postuluje Pan powszechne "uwolnienie" zbiorów (prywatyzację), to co i kto będzie miał w tej sieci zamieszczać. Owszem, zamieści się na serwerach stan magazynowy wszystkich światowych placówek muzealnych, następnie większość z nich pozamyka się za karę, że latami kiszono w nich zbiory. A ja się teraz pytam, kto i gdzie zamieści Panu kolejne nowe znaleziska, które przecież cały czas wypływają, są ciągle odkrywane? Kto je będzie prawidłowo identyfikował, skoro będą totalnie obdarte z kontekstu? Wprowadzi Pan swój pomysł w życie i za kilka lat będzie miał Pan w sieci wysp ilustracji, które będą wyłącznie ładnymi obrazkami. Owszem, osoba obyta z atrybucją i datowaniem monet poradzi sobie z samą identyfikacją. Jednak co w przypadku nietypowych znalezisk? Ha, lorica segmentata, to zapewne z II wieku. Tak to ma wyglądać?

Cytuj
Nowe techniki taką szansę stworzyły. Nie widać jednak, by muzea, szczególnie polskie, rzuciły się w wir pracy, by tę szansę wykorzystać. Przeważa myślenie tradycyjne, a muzeum uważa się za "zdigitalizowane", jeśli ma własną stronę w internecie, choćby tam były głównie godziny otwarcia i dziesięć zdjęć na krzyż przypadkowo dobranych eksponatów.

Kolejny przykład marudzenia dla samego marudzenia. Proszę najpierw przekonać się co w tym kraju się dzieje, a dopiero później narzekać. Dla Pana informacji. Jest takie muzeum w tym kraju (muzeum w randze narodowego, którego lokalizacji celowo nie podam, a chodzi o sprawy kadrowe właśnie się rozgrywające), którego dyrektor postanowił opracować i opublikować zbiór monet antycznych ( jest tego kilka tysięcy). Kustosz działu numizmatycznego od antyku nie jest, a on i tak ma nawał własnej pracy. Więc cóż zrobić? Postanowiono zatrudnić kolejnego kustosza, specjalistę od antyku. Nie jest to  szykowanie jakiejś posadki dla dalekiego krewnego dyrektora. Jeden numizmatyk (n.b. kustosz) zapytał drugiego numizmatyka, ten polecił rokującą osobę i tak się to odbyło. Osoba świeżo po studiach dostała pracę w MN, ale z jednym zastrzeżeniem - ma zająć się dokładnym skatalogowaniem i weryfikacją monet antycznych i opracować to wszystko do publikacji. Ale w polskich muzeach nic się nie dzieje, tylko mury, zasieki i barykady...

Cytuj
Cytat: Tomanek  02 Lipiec 2017, 20:11:16
Panie Lechu, proszę nie mieć mi za złe co teraz napiszę, ale czasem odnoszę wrażenie, że schował się Pan za ekranem monitora i kompletnie oderwał od realnego życia. Ocenia Pan tych ludzi na podstawie tego co Panu napiszą w mailu?

Oj, bardzo niebezpieczną linię Pan obrał. Bo przecież ja Pana poglądy też teraz oceniam na podstawie tego, co Pan mi w tej dyskusji napisze i co zobaczę na ekranie monitora. Czy Pan chce, bym zaczął podejrzewać, że nie pisze Pan szczerze? Chyba nie. To dlaczego Pan chce bym zaczął podejrzewać innych o nieszczerość. I nie chodzi tylko o maile, lecz także o wypowiedzi na  blogach, w fachowej prasie etc.

Wolnego, wolnego. Pisząc to zdanie wcale nie sugerowałem, że w mailach może ktoś Panu nałgać. Chciałem Panu uzmysłowić, że w kontaktach bezpośrednich można zdecydowanie więcej się dowiedzieć, a czasem i zobaczyć. Doskonale zdaje Pan sobie sprawę jak mamy zawiłą sytuację prawną w kwestii zabytków i że w związku z tym ludzie związani zawodowo z archeologią i muzealnictwem muszą często balansować po tej cienkiej czerwonej linii.
Czasem pewnych rzeczy najnormalniej na świecie nie można napisać, ale można w zaufaniu opowiedzieć. Tego typu realia miałem na myśli, świat rzeczywisty, a nie z monitora.
Zapisane
Lech Stępniewski
Gaduła
****

Wiadomości: 5 818



Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #65 : 04 Lipiec 2017, 00:40:40 »

Nie godzi się osądzać od czci i wiary wszystkich, skoro figę z makiem pokazało Panu
kilku. To nie jest uczciwe.

Ale to Pan zaczął tym przykładem z wariatem Japończykiem, żeby od razu pokazać, jakie niebezpieczeństwo czai się w "prywaciarzach".

Domaga się Pan szybkiej i powszechnej digitalizacji zbiorów. Super, jestem ZA. Jednak sam Pan chce ciąć gałąź na której siedzi. Skoro postuluje Pan powszechne "uwolnienie" zbiorów (prywatyzację), to co i kto będzie miał w tej sieci zamieszczać.

Szanowny Panie Tomaszu, nigdy nie proponowałem, by czegokolwiek się pozbywać PRZED zdigitalizowaniem i dokładnym opisaniem. Uwalnianie dubletów i trzeciorzędnej części zbiorów miałoby nastąpić PO tym zabiegu. I proszę mnie nie pytać, kto miałby decydować, co jest trzeciorzędne, oczywiście ci sami, którzy teraz decydują, jaką część zbiorów zesłać na dziesięciolecie do magazynów, a których to decyzji Pan zasadniczo nie kwestionuje.

Zresztą, w dyskusji z Panem Zenonem nawet i to odpuściłem i zaproponowałem by na razie stosować plan B: Kupować Uwentualnie Pierwszorzędne Artefakty, w skrócie KUPA.

A teraz, ponieważ lubi Pan fantazje, proszę zamknąć oczy i wyobrazić sobie, jaki to byłby kolosalny przewrót w nauce, gdyby pełna informacja o WSZYSTKICH istniejących zasobach muzealnych na świecie była w zasięgu ręki. Pan mi mówi o wypływaniu nowych znalezisk (które oczywiście też należy digitalizować i opisywać; i czy ja gdzieś pisałem, że archeologom należy zabronić wykopalisk?), a ja twierdzę, że nieporównanie więcej znalezisk wypłynęłoby z muzealnych czeluści.

Proszę najpierw przekonać się co w tym kraju się dzieje, a dopiero później narzekać.

Przekonują mnie jedynie efekty; to, do czego mam normalny dostęp, a nie zakulisowe roszady, o których lepiej nie mówić głośno, żeby nie zapeszyć.

Czasem pewnych rzeczy najnormalniej na świecie nie można napisać, ale można w zaufaniu opowiedzieć.

Boże, to jest aż tak źle??! Tego się nie spodziewałem!
Zapisane

NOT IN RIC - nie notowane monety i błędy w The Roman Imperial Coinage, tomy VI i VII
cancan62
Triumwirat TPZN
Gaduła
*
Canada Canada

Zainteresowania:
Polskie monety bite w mennicach pruskich od XVIw. Krol Stas i Batory.

Wiadomości: 2 574



Zobacz profil
« Odpowiedz #66 : 04 Lipiec 2017, 07:16:11 »

Myślę, że podstawowy problem polega u mnie na tym, że traktuję moją "kolekcję" jako logiczny zbiór numizmatów, bardziej lub mniej kompletny. Gdy będzie ona sprzedawana, to najmniejsze szanse powodzenia ma sprzedaż całości. Moje wysiłki w celu zdobycia n.p. toruńskiego trojaka 1763 SB zostaną sprowadzone do mniej lub bardziej atrakcyjnej ceny. Nie będzie miało znaczenia, ze towarzyszy mu komplet srebrnych trojaków z tego miasta i Gdańska od 1763 do 1766 roku. Wręcz przeciwnie, próba sprzedania jako "kolekcji" przyciągnie mniejszą liczbę zainteresowanych i najprawdopodobniej przyniesie mniej niż sprzedawanie pojedynczych monet.

Wygląda więc na to, że moja kolekcja stanie się grupą pojedynczych monet. W przypadku monet nowożytnych szanse na znalezienie czegoś nieznanego są niewielkie. Oczywiście możliwe są odkrycia nieznanych wcześniej wariantów lub błędów stempla. Katalogowanie ich jednak, nie ma tak wielkiego znaczenia jak w przypadku monet antycznych. Prowadzę ewidencję wszystkich nabytków, ale głównie po to, by moi spadkobiercy mogli łatwiej rozpoznać co jest wartościowe i rzadkie.
Zapisane

Wszystko przemija. Dzisiaj choinka, jutro kawal kija...
Jacek
Tomanek
Gaduła
****
Poland Poland


Wiadomości: 3 569


Quaerenda pecunia primum est, virtus post nummos.


Zobacz profil
« Odpowiedz #67 : 05 Lipiec 2017, 22:48:10 »

Cytuj
proszę zamknąć oczy i wyobrazić sobie, jaki to byłby kolosalny przewrót w nauce, gdyby pełna informacja o WSZYSTKICH istniejących zasobach muzealnych na świecie była w zasięgu ręki

Ja bez zamykania oczu odczuwam korzyści z wszelkiej formy upubliczniania zbiorów. Proszę łaskawie zwrócić uwagę, że nie negowałem i nie neguję istoty prywatnego kolekcjonerstwa. Wszak sam do cechu należę. Z miłośnikiem impresjonistów, z jako skrajnym przykładem zwyrodnienia, chciałem zwrócić uwagę na zagrożenia jakie może stwarzać nadmierne poczucie własności skrzyżowane z chorobliwą żądzą posiadania.

Wolę jednak konkretne przykłady, więc wskażę Panu kolejny. Proszę bez zamykania oczu wziąć w ręce ostatni katalog kolekcji Ossolineum (Part 6), a najlepiej Wiadomości Numizmatyczne (199-200). Znajdzie Pan tam głośny egzemplarz barbarzyńskiego naśladownictwa  rzymskiego aureusa. Moneta pięknie obfotografowana i przebadana wielotorowo. Ba, opublikowana, ogłoszona na międzynarodowej arenie. I wie Pan co, wszystko to było możliwe tylko i wyłącznie dzięki warszawskim korkom. Proszę sobie wyobrazić, że pewien prywatny kolekcjoner spóźnił się na aukcję zaledwie o kilka minut. Obywatela znam i znam jego możliwości. Proszę mi wierzyć, zarówno ten unikatowy okaz jak i drugi barbarzyński aureus z tej samej aukcji, pewnie by nie trafiły do zbiorów Ossolineum, a już na pewno nici by były z badań i publikacji. Czarna dziura i koniec. Przypadek, pech, szczęśliwy traf - proszę sobie wybrać.
Zapisane
Lech Stępniewski
Gaduła
****

Wiadomości: 5 818



Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #68 : 05 Lipiec 2017, 23:56:15 »

Proszę sobie wyobrazić, że pewien prywatny kolekcjoner spóźnił się na aukcję zaledwie o kilka minut.

Wolałbym, żebyśmy nie używali jako argumentów anegdot, w dodatku nieweryfikowalnych i opartych na gdybaniu ("gdyby kupił, to by na pewno nie dał").

Ja specjalnie po to wyszukałem tę bydgoską dwudukatówkę, byśmy nie poruszali się na poziomie abstrakcji, osobistych doświadczeń oraz anegdot zaczynających się od "pewien kolekcjoner" czy "pewien muzealnik".

No ale na końcu, kiedy zapytałem, czemu ta dwudukatowka koniecznie musi być w Bydgoszczy, czemu swój do swego po swoje, to usłyszałem tylko, że "nie czuję".

Również drugi Pan Tomasz nie wyjaśnił mi, czemu chce mieć taką dwudukatówkę w Bydgoszczy, gdyby akurat zapragnął ją obejrzeć, a nie wystarczą mu te dwie w Krakowie i Wrocławiu. Czy bydgoskie światło jakoś szczególnie oświetla bydgoskie monety?

Przyzna Pan, że nawet nie dostałem szansy, by cokolwiek przemyśleć.
Zapisane

NOT IN RIC - nie notowane monety i błędy w The Roman Imperial Coinage, tomy VI i VII
Tomanek
Gaduła
****
Poland Poland


Wiadomości: 3 569


Quaerenda pecunia primum est, virtus post nummos.


Zobacz profil
« Odpowiedz #69 : 23 Lipiec 2017, 20:17:46 »

Cytuj
Wolałbym, żebyśmy nie używali jako argumentów anegdot, w dodatku nieweryfikowalnych i opartych na gdybaniu

W przeciwieństwie do Pana ja sprawę znam i dla mnie nie jest to anegdota, a doskonały przykład. Dzisiaj mamy ładne opracowanie naśladownictwa aureusa zakupionego do Ossolineum, a wiele nie brakowało i nic by z tego nie było. Zdjęcie z aukcji i nic ponad to.

To jest właśnie doskonały przykład na możliwości badawcze monet muzealnych, w konfrontacji z tymi pochowanymi w prywatnych kolekcjach. Tych drugich trochę jest...

Cytuj
Również drugi Pan Tomasz nie wyjaśnił mi, czemu chce mieć taką dwudukatówkę w Bydgoszczy, gdyby akurat zapragnął ją obejrzeć, a nie wystarczą mu te dwie w Krakowie i Wrocławiu. Czy bydgoskie światło jakoś szczególnie oświetla bydgoskie monety?

Prawdę mówiąc, nie rozumiem dlaczego uczepił się Pan tej dwudukatówki. Nie wiem jak inni, ale ja wybierając się do jakiegoś muzeum w mieście, które za czasów antycznych miało ten luksus i emitowało własne monety, to liczę na to, że właśnie tam obejrzę na ekspozycji monety emitowane w lokalnej mennicy. Monety z Ticinum chcę oglądać w Pawii, a monety z Siscii w Sisaku. Jeśli ktoś interesuje się mennictwem bydgoskim, to pewnie będzie chciał obejrzeć ten okaz w Bydgoszczy i to w kontekście innych monet z tej samej mennicy. Zabytki z Pompejów najlepiej prezentują się na miejscu, a nie rozproszone po muzeach świata. Fragment mozaiki z Pompejów wkomponowany w blat nowożytnego stolika i ustawiony w kącie sali ekspozycyjnej na zamku w Kórniku, jest raczej smutnym artefaktem. Owszem, bogate ekspozycje muzealne z eksponatami z Pompejów i Herkulanum wystawione w Muzeum Archeologicznym w Neapolu, czy w paryskim Luwrze robią spore wrażenie, ale są to tylko zdarte ze ścian fragmenty. Niestety, często nieme fragmenty. Można oczywiście powiedzieć, że wywiezienie eksponatów do różnych muzeów uchroniło te zabytki od zniszczenia w trakcie nalotu bombowców alianckich, kiedy "strategicznie" zniszczono ważny wrogi obiekt militarny. To już jednak inna bajka, bo kolekcje muzealne również padały łupem bomb i szabrowników w mundurach  wszelkiej maści.
Zapisane
Strony: 1 ... 3 4 [5]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Numizmatyka - linki do stron | Najlepsze strony numizmatyczne
Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2008, Simple Machines

Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS! Dilber MC Theme by HarzeM