Aktualności:

  • 17 Październik 2019, 09:35:14

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: Co robią muzea  (Przeczytany 37090 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

jmskelnik

  • Członkowie TPZN
  • Stały bywalec
  • *
  • Wiadomości: 180
    • Historia ukryta w przedmiotach
Odp: Co robią muzea
« Odpowiedź #30 dnia: 29 Czerwiec 2017, 23:11:32 »
Pozwolę sobie zabrać głos w nawiązaniu do dyskusji jakie toczą się tu w związku z kolekcją Dattariego. Na forum jestem nowy, ale w kwerendach archiwalnych i muzealnych mam już pewne doświadczenie. Moja refleksja po współpracy z szeregiem instytucji jest taka, że problemem lub atutem muzeów w mniejszym stopniu jest aksjologia która za nimi stoi, a w większym stopniu ludzie którzy w nich pracują. Spór o wyższość muzeów nad kolekcjami prywatnymi lub odwrotnie, jest dla mnie podobny do sporu o wyższość świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. Każde z tych rozwiązań ma swoje plusy i minusy, które zostały przez uczestników dyskusji skrupulatnie wyliczone. Dla poparcia mojej tezy pozwolę sobie przytoczyć kilka przykładów z własnego doświadczenia:

1. W pewnej instytucji miałem istotny problem z dotarciem do zgromadzonych tam materiałów. Próbowałem na wszelkie dostępne formalnie sposoby. Kiedy odbiłem się od wszystkich ścian, poprosiłem o spotkanie z dyrektorem instytucji. Odpowiedź otrzymałem po niecałej godzinie: "Pan dyrektor prosił przekazać, że nawet nie będzie z Panem rozmawiał". Ostatecznie udało mi się dotrzeć do kolegi Pana dyrektora. Od tego momentu wszystkie drzwi w instytucji były dla mnie otwarte. Udało mi się sfotografować wszystko to, o co zabiegałem.

2. W innej instytucji pojawiłem się w Gabinecie Numizmatycznym z aparatem i poprosiłem o możliwość wykonania zdjęć interesujących mnie obiektów. W odpowiedzi usłyszałem, że to niemożliwe, ponieważ zdjęcia wykonują tylko pracownicy instytucji i to za opłatą. Spór oparł się o wyższą instancję, którą udało się przekonać na podstawie orzeczenia Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, że udostępnienie możliwości wykonania zdjęć jest obligatoryjne. Z niesmakiem i pod naporem siły wyższej udostępniono mi możliwość wykonania zdjęć, ale tylko do czasu. W pewnym momencie Pani kustosz włożyła mi rękę przed obiektyw i krzyknęła: "Dość! Nie może Pan dostać wszystkiego za pierwszym razem".

3. Archiwum Państwowe w Łowiczu pobiera opłatę za wykonanie i przesłanie zdjęcia mailem w wysokości 8 zł. za zdjęcie. Zamówienie i całość kontaktu realizowane są mailowo. Jeśli dobrze pamiętam, zdefiniowałem swoje potrzeby i otrzymałem zamówione materiały mniej więcej w tydzień. Takie doświadczenie pokazuje, że można zorganizować wszystko sprawnie i w duchu XXI wieku.

W moim przekonaniu pierwszy przypadek od trzeciego dzieli wyłącznie mentalność dyrektorów tych instytucji, a nie odmienne środowisko prawne i kulturowe w jakim funkcjonują. Drugi przypadek to klasyczny przykład zaborczego traktowania zbiorów muzealnych. Podobne zachowania dotyczą także prywatnych kolekcjonerów. Przy czym niechęć do udostępnienia prywatnej kolekcji potrafimy sobie jakoś wytłumaczyć prawem własności. Podczas kiedy zbiory publiczne powinny być dla nas z definicji dostępne. Jednak u podstawy "skrycia" jednych i drugich tkwi ta sama mentalność.

Oczywiście błędy w opisach zbiorów muzealnych i prezentowanie falsyfikatów się zdarzają. Pisałem o tym na swojej stronie http://www.skelnik.pl/kopia-medalu-jana-regemanna-w-muzeum-historii-torunia/ Jednak problem ten nie jest obcy także domom aukcyjnym http://www.skelnik.pl/za-wierna-sluzbe-w-1-pulku-brygadzie-legionow/ ani kolekcjonerom. Każdemu zdarza się grzech niedbalstwa, powierzchownego podejścia do tematu, czy niewiedzy. To błędy ludzkie, których równie wiele przykładów mamy wśród zbieraczy jak i muzealników. Tak samo złodzieje i fałszerze zdarzają się wśród muzealników i kolekcjonerów.

Dlatego róbmy swoje i starajmy się unikać tych wszystkich grzechów we własnych doświadczeniach kolekcjonerskich czy muzealnych, bo przecież nie wątpię że na tym forum udzielają się także muzealnicy.


Lech Stępniewski

  • Gaduła
  • ****
  • Wiadomości: 6 570
    • NOT IN RIC
Odp: Co robią muzea
« Odpowiedź #31 dnia: 30 Czerwiec 2017, 01:56:26 »
Przy czym niechęć do udostępnienia prywatnej kolekcji potrafimy sobie jakoś wytłumaczyć prawem własności. Podczas kiedy zbiory publiczne powinny być dla nas z definicji dostępne. Jednak u podstawy "skrycia" jednych i drugich tkwi ta sama mentalność.

I w tym sedno! Jest jednak istotna różnica między chamem prywatnym, a chamem państwowym, którego opłacamy pod przymusem. Niestety, to ci ostatni mają wprost miażdżącą przewagę instytucjonalno-prawną, to oni siedzą na większości beczek ze złotem, to pod ich wygodę ustanawiane jest prawo. A wszystko to rzekomo dla naszego dobra.

Zapewne są świetni, kompetentni muzealnicy z pasją*, ale jeśli popatrzeć generalnie i jeszcze uwzględnić proporcję środków do efektów, to amatorzy biją tych zawodowców na głowę. Ja rozumiem, że sporej części muzealnego towarzystwa robić się nie chce, bo i czemu miałoby się chcieć, skoro robić nie muszą. Ale im się nawet nie chce maskować swojego lenistwa przez choćby pozorowaną kooperację z amatorami.

Nie chodzi mi o mnie, bo rozumiem, że rzymskie monetki mogą być za mało polskie dla polskich muzeów, więc propagandowo mniej atrakcyjne. Ale na przykład Pan Dariusz wydaje książki i o herbach na polskich szelągach, i o mennicy koronnej w Lublinie, i o zabytkach lubelskich.

Panie Dariuszu, czy zgłosiło się do Pana choć jedno muzeum z propozycją jakiegoś patronatu, pomocy w dystrybucji, chęci zostania współwydawcą? W ogóle z jakąś ofertą? Bo to w końcu najłatwiejsza droga: wyszukać jakiegoś zdolnego i pracowitego amatora i dopisać się do jego pracy za stosunkowo niewielką cenę.

__________

* Nb. za PRL-u też zdarzali się świetni, pracowici i oddani ludziom działacze partyjni. Naprawdę! I potem też wyciągano ich jako dowód tezy, że "wszystko zależy od ludzi" i że można. Tylko jakoś tak się działo, że to nie oni decydowali o ogólnej atmosferze, a karierę kończyli zazwyczaj gdzieś na średnim szczeblu.
« Ostatnia zmiana: 30 Czerwiec 2017, 12:30:09 wysłana przez Lech Stępniewski »
NOT IN RIC - nie notowane monety i błędy w The Roman Imperial Coinage, tomy VI i VII

dariusz.m

  • Stały bywalec
  • ***
  • Wiadomości: 653
    • Blog Numizmatyczny
Odp: Co robią muzea
« Odpowiedź #32 dnia: 30 Czerwiec 2017, 08:16:21 »
Cytuj
Panie Dariuszu, czy zgłosiło się do Pana choć jedno muzeum z propozycją jakiegoś patronatu, pomocy w dystrybucji, chęci zostania współwydawcą? W ogóle z jakąś ofertą? Bo to w końcu najłatwiejsza droga: wyszukać jakiegoś zdolnego i pracowitego amatora i dopisać się do jego pracy za stosunkowo niewielką cenę.
Rozumiem Panie Lechu, że to pytanie retoryczne. Oczywiście, że nie. Myślę, że w instytucjach państwowych działają inne mechanizmy. Pisze Pan „za stosunkowo niewielką cenę”. A czemu miałoby być za niewielką?

Pamiętacie Państwo scenę z „Misia” S. Barei, kiedy to prezes Ochódzki i  Jan Hochwander kalkulowali koszty „misia”? I o to się właśnie rozchodzi. Lepiej przecież skubnąć solidną dotację na jakiś spektakularny projekt niż angażować się w wyszukiwanie zdolnych amatorów. Projekt ma być oczywiście spektakularny i słuszny, choć niekoniecznie sensowny.

Lech Stępniewski

  • Gaduła
  • ****
  • Wiadomości: 6 570
    • NOT IN RIC
Odp: Co robią muzea
« Odpowiedź #33 dnia: 30 Czerwiec 2017, 11:17:49 »
A czemu miałoby być za niewielką?

Tak, ma Pan rację. Miś powinien być jak najdroższy, a potem się komisyjnie podpisze protokół zniszczenia i już.

Z tym, że pisząc o "cenie" nie myślałem już nawet o pieniądzach i przekrętach finansowych, ale o "cenie" w sensie "trud". Że jak już nie chce się z lenistwa samemu nic robić, to najłatwiej podpiąć się pod kogoś, kto i tak robi i udawać, że to wspólne przedsięwzięcie. Trudu niewiele, a można wpisać to do sprawozdania w kilku rubrykach: jako badania, jako troskę o lokalne dziedzictwo (na przykład lubelskie), jako wspieranie oddolnych inicjatyw ludności etc.
NOT IN RIC - nie notowane monety i błędy w The Roman Imperial Coinage, tomy VI i VII

Piotr Kalinowski

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 72
Odp: Co robią muzea
« Odpowiedź #34 dnia: 30 Czerwiec 2017, 11:21:09 »
Z 15 lat temu z marszu, jako nikomu nie znany młody człowiek, wszedłem do biblioteki jednego z muzeów na Górnym Śląsku w poszukiwaniu interesujących mnie materiałów. Po półgodzinnej dyskusji wyszedłem z kompletem ksiąg do digitalizacji, którą robiłem dla tego muzeum na moim prywatnym sprzęcie w domu. Sytuacja trwała około 2 lata, zeskanowałem w tym czasie około 100 000 stron dokumentów z XIX wieku. Do czasu, aż ........ Pani Bibliotekarka otrzymała kategoryczny zakaz udostępniania materiałów do digitalizacji przez amatora, bo będą pisać projekt do UE. Minęło 15 lat, 3 dyrektorów tej instytucji, miła Bibliotekarka odeszła na emeryturę, ja zająłem się czymś innym, a zbiory Biblioteki Muzealnej nadal nie są dostępne w postaci cyfrowej - poza tymi, które zrobiłem.
Podobnie było w Archiwum Państwowym czy Bibliotece Śląskiej, z tym, że Biblioteka Śląska skorzystała z pomysłu i projekt digitalizacji ruszył pełną parą, a zatrudnieni przy nim ludzie reagują na moje zachcianki (oczywiście coś za coś).
A co do pomocy instytucji publicznych przy tworzeniu prac naukowych to jest ona zazwyczaj żadna. Najśmieszniejsze jest jednak, że po wydaniu (zazwyczaj rok lub później - zależy od kalendarza wyborczego) władze samorządowe zakupują 1 egzemplarz i informują o tym społeczeństwo, że zbiory Biblioteki publicznej bądź lokalnego Muzeum powiększyły się o taki nabytek.
Oczywiście są i inne sytuacje, że gminy nie posiadające żadnych instytucji muzealnych bądź naukowych inwestują w wiedzę o dziejach lokalnych sensowne dla amatorów środki (np za 1500 zł dotacji dla stowarzyszenia na koszty wydania skromnego opracowania naukowego czegoś, co i tak leżało w szufladzie u autora)
Ale to wszystko nie zależy od procedur w instytucjach, a jedynie od ludzi.
« Ostatnia zmiana: 30 Czerwiec 2017, 11:24:07 wysłana przez Piotr Kalinowski »

Lech Stępniewski

  • Gaduła
  • ****
  • Wiadomości: 6 570
    • NOT IN RIC
Odp: Co robią muzea
« Odpowiedź #35 dnia: 30 Czerwiec 2017, 11:50:18 »
Ale to wszystko nie zależy od procedur w instytucjach, a jedynie od ludzi.

Ponieważ to zdanie chyba już się tu przewijało, pora je skomentować.

1. Skoro wszystko zależy od ludzi a nie od procedur, to państwowe nie jest lepiej chronione niż prywatne, bo chyba nikt nie wierzy, że prywatny grzesznik po mianowaniu na urzędnika państwowego nagle promieniuje nimbem świętości.

Ja już nawet nie zakładam, że istnieje tu selekcja negatywna i najwięcej w instytucjach państwowych mają do powiedzenia ci, których aktualna władza namaściła (czyli BMW) albo oślizgli oportuniści, bez żadnych poglądów, gotowi urządzić się w każdych warunkach. Po prostu zakładam, że ten urzędnik jest "z ludu wzięty", więc przeciętna jest mniej więcej taka sama jak u prywatnych.*

2. Z tym, że istnieją tu dwie zasadnicze różnice:

a) prywatny robi głupstwa za swoje, a państwowego opłacamy pod przymusem.
b) NAJWAŻNIEJSZE Inna jest skala tego, co państwowy może nabroić. Prywatni, jeśli siedzą na beczułkach ze złotem, to małych. Jeśli prywatny nie chce udostępnić tego, co ma, to jest to zwykle kropelka w porównaniu z tym, na co może dać szlaban państwowa instytucja (jak w przykładzie podanym przez Pana Piotra).

Pisałem o tym: przewaga materialno-prawna strony państwowej jest obecnie miażdżąca i ja bym po prostu chciał, by proporcje zaczęły zmieniać się w drugą stronę.

I jeszcze jedno, nie najmniej ważne, prywatny w końcu kiedyś umrze i ta beczułeczka ze złotem, na której siedział, zostanie rozprzedana i wyjdzie na światło dzienne. Jak było w wypadku Dattariego**. Gdzie nb. mrok trwał tak długo, bo córka Dattariego umyśliła sobie, że podaruje całość za darmo państwu włoskiemu. Które ją spławiało, bo widocznie ktoś tam uznał, że po co sobie dodawać roboty. Kolekcja jest już znana, więc potem będą jacyś wścibscy maniacy monet dopominać się, kiedy zostanie zinwentaryzowana i wystawiona etc. Po co to komu?

Natomiast to, co w tamtym czasie zachomikowały muzea, wciąż leży w ich magazynach nieprzerobione albo przerobione niedbale, po łebkach i szanse na to, że wyjdzie na światło dzienne są niewielkie. Jedynie zawierucha wojenna albo rewolucja coś w tym bagnie zmienia, ale wtedy z kolei straty są na ogół duże i oczywiście znacznie większe niż w wypadku osób prywatnych.

___________
* To oczywiście założenie zdroworozsądkowe. Dlatego ustroje szczególnie państwowotwórcze lubią je podważać i wmawiać, że jest inaczej. Przypominam słynne słowa Stalina z przemówienia na II Wszechzwiązkowym Zjeździe Rad w styczniu 1924, potem wielokrotnie cytowane: "My, komuniści, jesteśmy ludźmi szczególnego pokroju. Skrojeni jesteśmy ze szczególnego materiału". Być może nasi urzędnicy drobnomuzealni też wierzą, że są skrojeni ze szczególnego materiału. Cóż, nie bez kozery od wieków obejmowanie urzędów to był rytuał i magia. Namaszczanie, mianowanie, wręczanie, rąsia i w ogóle.

** Nb. nie bądźmy jednak wobec Dattariego niesprawiedliwi. To Pan Tomasz zarzucił mu chomikowanie pobocznej części zbiorów. Dałby jednak Bóg, by każde muzeum zinwentaryzowało swoje zbiory w takim stopniu i na takim poziomie, jak zrobił to za życia jeden Dattari! Tu znowu powtórzę. O ile przewaga materialno-prawna strony państwowej jest miażdżąca, o tyle też miażdżąca jest przewaga strony prywatnej, gdy chodzi o wydajność.

Proszę też jeszcze raz rzucić okiem na post Pana Piotra. Sam jeden na prywatnym sprzęcie zeskanował 100 000 stron dokumentów! Jak wyglądałby dostęp do informacji muzealnej w Polsce, gdyby państwowe instytucje miały choć 1/10 tej wydajności?
« Ostatnia zmiana: 30 Czerwiec 2017, 12:41:58 wysłana przez Lech Stępniewski »
NOT IN RIC - nie notowane monety i błędy w The Roman Imperial Coinage, tomy VI i VII

Lech Stępniewski

  • Gaduła
  • ****
  • Wiadomości: 6 570
    • NOT IN RIC
Odp: Co robią muzea
« Odpowiedź #36 dnia: 30 Czerwiec 2017, 12:23:16 »
Każdemu zdarza się grzech niedbalstwa, powierzchownego podejścia do tematu, czy niewiedzy. To błędy ludzkie, których równie wiele przykładów mamy wśród zbieraczy jak i muzealników. Tak samo złodzieje i fałszerze zdarzają się wśród muzealników i kolekcjonerów.

I raz jeszcze powtórzę to, co pisałem wyżej. Inna jest SKALA i konsekwencje zaniedbań instytucjonalnych. A także zwykłych ludzkich błędów. Moja praca jest cała wystawiona na światło dzienne. Podobnie jeśli chodzi o książki Pana Dariusza, czy książki Pana Jerzego Chałupskiego. Każdy to może skontrolować i napisać do autora, gdy zauważy błąd.

Natomiast muzea, nawet najlepsze, standardowo są w stanie przerobić i udostępnić tylko niewielką cząsteczkę tych beczek złota, które zachomikowały. A dopiero wtedy, gdy udostępnią, można ich robotę skontrolować.

Jak choćby w tym opisywanym przeze mnie wypadku: http://forum.tpzn.pl/index.php/topic,10986.msg75831.html#msg75831

Zwracam uwagę, że chodzi o muzeum ze światowej czołówki, nieźle zaopatrzone finansowo, w którym pracowali wybitni kuratorzy etc. etc. Muzeum, do którego przychodziło też wielu wybitnych numizmatyków, pytając o taką czy inną rzadką odmianę. A muzeum zaglądało w swoje fiszki i mówiło "niestety, nie mamy". Co w wielu wypadkach okazało się nieprawdą. A przecież to, co umieścili w Internecie, to mikroskopijna próbka ich zbiorów. Jakie tam skarby jeszcze się kryją, to aż strach pomyśleć.
NOT IN RIC - nie notowane monety i błędy w The Roman Imperial Coinage, tomy VI i VII

Piotr Kalinowski

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 72
Odp: Co robią muzea
« Odpowiedź #37 dnia: 30 Czerwiec 2017, 13:00:26 »
Cytuj
Proszę też jeszcze raz rzucić okiem na post Pana Piotra. Sam jeden na prywatnym sprzęcie zeskanował 100 000 stron dokumentów! Jak wyglądałby dostęp do informacji muzealnej w Polsce, gdyby państwowe instytucje miały choć 1/10 tej wydajności?
Ależ są takie instytucje, które robią to nawet z wyższą wydajnością i na znacznie lepszym sprzęcie, w końcu minęło już ponad 15 lat od tamtego czasu - Biblioteka Śląska, Biblioteka Uniwersytetu Wrocławskiego, Opolska Biblioteka Wojewódzka czy Bawarska Biblioteka Królewska w Monachium - to te najważniejsze z mojego poza numizmatycznego podwórka, które publikują ogromne ilości materiałów z dziejów mojego kawałka świata.
Aha. I jest jeszcze jedna prywatna firma Google, która ma własny, znacznie większy program i większą ilość dokumentacji, a udostępnia za darmo, bo ma taki kaprys (zarobi na reklamach).
Ale są również takie, które same nie wiedzą co mają w swoich zasobach.

W zeszłym roku pisałem książkę o pożarze miasta Woźniki z 1798 roku i jego późniejszej odbudowie (na zlecenie miasta za 2.000 zł) i dotarłem do tego, że wszystko co było wiadomo o tak tragicznym zdarzeniu, nijak miało się do prawdy ukazanej w dokumentacji. W pierwszej publikacji opisującej to zdarzenie pomieszano dwa różne pożary dziejące się na przestrzeni kilkudziesięciu lat, zapomniano o ludziach, którzy wymienieni z nazwiska miasto ratowali oraz je odbudowywali, tak że z ich powodu nawet król Prus zmienił przepisy prawne, bo jako urzędnicy znacznie przekroczyli swoje uprawnienia kierując się oszczędnościami (i którzy w prasie im współczesnej byli podawani jako przykład do naśladowania). Zapomniano o fakcie wydania zaraz po odbudowie książki o tym zdarzeniu, która miała być wotum oraz podziękowaniem za zbiórkę publiczną, a która jeszcze była dostępna w katalogach księgarń berlińskich około 1860, a której dziś nie można nigdzie zlokalizować.
Dotychczasowa wiedza o pożarze byłą zawarta na 3 kartach papieru, a została uświęcona bo spisał ją 70 lat po wydarzeniu mieszkaniec Woźnik, Józef Lompa - nauczyciel, historyk, tłumacz i etnograf, korespondent między innymi Schlesische Provinzialblätter, który nie skorzystał z zasobów tego czasopisma, które na bieżąco opisywało zarówno pożar w 1798 jak i odbudowę miasta do 1803. Lompa, podobnie jak i większość współczesnych naukowców nie sięgał do źródeł, których nie miał na miejscu.
Dziś "na miejscu" mamy zbiory udostępnione w necie, i choć jest to tylko cząstka wszystkich zachowanych zbiorów wiedzy, to i tak jest groźna dla "naukowego" świata, bowiem byle amator bez tytułów może posiadać znacznie większą wiedzę od kustosza muzeum, a nawet temu "naukowcowi" potrafi wytknąć niewłaściwy dobór źródeł, czy (co niestety się zdarzało) negatywnie zweryfikować ich autentyczność.
A numizmaty, niezależnie z jakiej epoki, to przecież jedno z podstawowych źródeł wiedzy o przeszłości.
« Ostatnia zmiana: 30 Czerwiec 2017, 13:06:02 wysłana przez Piotr Kalinowski »

Lech Stępniewski

  • Gaduła
  • ****
  • Wiadomości: 6 570
    • NOT IN RIC
Odp: Co robią muzea
« Odpowiedź #38 dnia: 30 Czerwiec 2017, 14:08:09 »
Ależ są takie instytucje, które robią to nawet z wyższą wydajnością i na znacznie lepszym sprzęcie

Po pierwsze, chodziło mi o przeciętną.

Po drugie, wydajność to proporcja użytych środków do uzyskanych efektów. Pan działał sam, darmowo i na własnym sprzęcie i zeskanował 100 tysięcy stron. Ile osób, jak opłacanych i z jakim budżetem na sprzęt i materiały zajmuje się tym w wymienionych przez Pana bibliotekach? Ile stron zeskanowało? Jaki w obu wypadkach jest koszt jednej strony?

Jak po takim przeliczeniu ocenia Pan swoją wydajność?

I jest jeszcze jedna prywatna firma Google

Prywatna.

Ale są również takie, które same nie wiedzą co mają w swoich zasobach.

I to przeciwko tym instytucjom, które "same nie wiedzą co mają" wznosi się teraz słuszny gniew ludu  ;)

Ale państwowotwórczy pryncypialiści twierdzą, że nie wolno ruszyć niczego. Bo dopiero wtedy nagle dojdzie do przekrętów, nastanie sodoma i gomora i wszystko wpadnie w łapy jakiegoś szalonego Japończyka.

Dziś "na miejscu" mamy zbiory udostępnione w necie, i choć jest to tylko cząstka wszystkich zachowanych zbiorów wiedzy, to i tak jest groźna dla "naukowego" świata, bowiem byle amator bez tytułów może posiadać znacznie większą wiedzę od kustosza muzeum, a nawet temu "naukowcowi" potrafi wytknąć niewłaściwy dobór źródeł, czy (co niestety się zdarzało) negatywnie zweryfikować ich autentyczność.

I to jest temat na kolejną dyskusję. Jak powszechna dostępność informacji wpływa na weryfikację różnych autorytetów naukowych. Jaką stwarza dla nich konkurencję! Jak obnaża ich mizerię i lenistwo! Nic dziwnego, że środowisko (znów mam tu na myśli pewną przeciętną) broni się rękami i nogami przed "prywaciarzami". Dokładnie tak samo, jak państwowa fabryka sznurówek broniła się przed prywaciarzem, co na starej maszynie z demobilu trzaskał sznurówki lepsze i tańsze.
« Ostatnia zmiana: 30 Czerwiec 2017, 14:13:40 wysłana przez Lech Stępniewski »
NOT IN RIC - nie notowane monety i błędy w The Roman Imperial Coinage, tomy VI i VII

zenonmoj

  • Triumwirat TPZN
  • Gaduła
  • *
  • Wiadomości: 3 444
Odp: Co robią muzea
« Odpowiedź #39 dnia: 30 Czerwiec 2017, 15:43:26 »
Niezależnie od wszystkich argumentów pokazujących nieudolność działania muzeów, nadal uważam pomysł wyprzedaży zbiorów za głupi i szkodliwy. Powinno się raczej dążyć do polepszenia działania muzeów.
To tak jak z obecną demolką szkolnictwa. Zamiast zabrać się za profesjonalną reformę programową, która naprawdę by się przydała, rozwalono organizację. Od września zmienią się nazwy, a problemy pozostaną.

ZM

DzikiZdeb

  • Gaduła
  • ****
  • Wiadomości: 3 681
Odp: Co robią muzea
« Odpowiedź #40 dnia: 30 Czerwiec 2017, 15:55:04 »
reformę programową,
Oczywiście zna Pan problemy, na jakie napotyka próba realizacji JAKIEGOKOLWIEK programu szkolnego w cyklach trzyletnich, szczególnie po tzw. reformie reformy z roku 2009, kiedy to np. praktycznie zredukowano nauczanie historii w liceach do jednego roku?

Lech Stępniewski

  • Gaduła
  • ****
  • Wiadomości: 6 570
    • NOT IN RIC
Odp: Co robią muzea
« Odpowiedź #41 dnia: 30 Czerwiec 2017, 16:53:43 »
Niezależnie od wszystkich argumentów pokazujących nieudolność działania muzeów, nadal uważam pomysł wyprzedaży zbiorów za głupi i szkodliwy. Powinno się raczej dążyć do polepszenia działania muzeów.

Mam nadzieję Panie Zenonie, że nie pogniewa się Pan na mnie za to skojarzenie (to pewnie wina mojej głupiej głowy), ale przypomniałem sobie, jak generał Jaruzelski od roku 1982 do przynajmniej 1987 pryncypialnie wykluczał pomysł wyprzedaży znaczącej części państwowych zakładów, tj. pomysł zrezygnowania z socjalizmu. I też uważał, że powinno się raczej dążyć do polepszenia działania tych zakładów, wziąć się za profesjonalną reformę, opieszałych postraszyć komisarzem wojskowym, w ramach kontroli delegować trójki robotniczo-chłopsko-żołnierskie etc. etc. I ja nawet podejrzewam, że on szczerze wierzył, że w ten sposób zreformuje, poprawi i polepszy.

Skąd jednak u Pana teraz powrót tej dawnej wiary?

Zwłaszcza, że ja - jak już wielokrotnie tłumaczyłem - ani nie jestem za likwidacją wszystkich muzeów, ani nie jestem za wyprzedażą wszystkiego (a tak w ogóle to przypominam, że zasadniczo zajmujemy się muzealnymi gabinetami numizmatycznymi i ich zasobami; nigdy się nawet nie zastanawiałem, czy zmniejszyć populację mumii w Muzeum Narodowym).

Ba, jako zgniły inteligent gotów jestem do daleko idących zgniłych kompromisów i nawet w związku z tą wyprzedażą mam nadzwyczaj umiarkowany plan B (i to nie z kosmosu).

Dobrze, niech nie sprzedają! Ale też dopóki nie przetrawią tego, co dotąd pożarli i wyników tego trawienia nie udostępnią w internecie (by każdy mógł się przekonać, że to nie kolejna lipa), niech wstrzymają się z zakupami i przyjmowaniem czegokolwiek do swoich zbiorów. No, chyba że byłaby to jakaś rewelacja, coś jak skarb ze Środy Śląskiej, wtedy niech Warszawa albo Kraków się tym zajmą.

Czy to jest dla Pana do zaakceptowania?
NOT IN RIC - nie notowane monety i błędy w The Roman Imperial Coinage, tomy VI i VII

Chalupski

  • Stały bywalec
  • ***
  • Wiadomości: 445
  • Zbierajmy monety!
    • Zbierajmy monety
Odp: Co robią muzea
« Odpowiedź #42 dnia: 30 Czerwiec 2017, 17:04:49 »
Niezależnie od wszystkich argumentów pokazujących nieudolność działania muzeów, nadal uważam pomysł wyprzedaży zbiorów za głupi i szkodliwy. Powinno się raczej dążyć do polepszenia działania muzeów.
To tak jak z obecną demolką szkolnictwa. Zamiast zabrać się za profesjonalną reformę programową, która naprawdę by się przydała, rozwalono organizację. Od września zmienią się nazwy, a problemy pozostaną.
Nie chodzi o wyprzedaż zbiorów.
Muzealnych magazynów nie znam. Z kilkudziesięcioma monetami spoza muzealnej ekspozycji zapoznałem się u Czapskich przy okazji kwerendy dotyczącej szelągów Augusta III - te monety są dobrze opisane i łatwo dostępne. Czy tak dobrze jest wszędzie - wątpie, bo na przykład jedno z dużych muzeów, szczycące sie pokaźnym zbiorem numizmatycznym, na pytanie o kilka konkretnych szelagów Augusta III odpowiedziało tak:
Szanowny Panie,
po przeprowadzeniu wstępnej kwerendy w zbiorze, stosownie do Pańskiej prośby z dnia 5 lipca br., uprzejmie informuję że w GN (xxx) znajduje się  przynajmniej 380 szt.  tych monet z różnych lat wybicia. Są one w zdecydowanej większości bliżej nieokreślone, w związku z czym  bardziej szczegółowa kwerenda  powinna zostać przeprowadzona przez Pana osobiście.
Z poważaniem
(yyy) kustosz

O czym to świadczy?
Tylko o tym, że muzeum nie jest zainteresowane wszystkim, co zalega w jego magazynach. Być może na pytanie o talary odpowiedź była by inna, ale czy z punktu widzenia nauki, talar na pewno niesie większą ilość informacji o przeszłości od trojaka albo szeląga? Fakt, można na nim zauważyć więcej szczegółów stroju władcy, ale jeszcze więcej widzimy ich na obrazach.
Drobne monety są liczniejsze, znaleziska liczą czasem po kilka albo kilkanaście tysięcy egzemplarzy i powiedzmy sobie szczerze, mogą wydawać się nudne. Więc leżą w pudłach w magazynach, wyciągane na światło dzienne tylko przy okazji spisów inwentaryzacyjnych, albo...
Niestety, co jakiś czas dowiadujemy się, że po pewnych okazach z muzealnych magazynów ślad znika. Przechowywanie tysięcy dubletów pochodzących z luźnych znalezisk albo od darczyńców, którzy nie przekazali żadnych informacji o pochodzeniu monet, dubletów, których rzetelna konserwacja i opracowanie jest po prostu bezcelowe.
Nie oznacza to, że muzeum powinno zniechęcać osoby przynoszące monety (i inne zabytki). Wręcz przeciwnie, każdy powinien za dar otrzymać podziękowanie i mniejszy, lub większy upominek (np. wejściówki do muzeum). Monety po opracowaniu, jeśli miały by być kolejnymi dubletami zapychającymi szafy, powinny trafić na rynek. Kolekcjonerzy zyskają egzemplarze do swoich zbiorów, muzeum środki na działanie. A środki są potrzebne i na zakupy nowych obiektów, i na badania, i na rzeczy całkiem przyziemne, jak żarówki, papier toaletowy i pastę do podłóg.
Jurek

Piotr Kalinowski

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 72
Odp: Co robią muzea
« Odpowiedź #43 dnia: 30 Czerwiec 2017, 19:25:36 »
Cytuj
Po drugie, wydajność to proporcja użytych środków do uzyskanych efektów. Pan działał sam, darmowo i na własnym sprzęcie i zeskanował 100 tysięcy stron. Ile osób, jak opłacanych i z jakim budżetem na sprzęt i materiały zajmuje się tym w wymienionych przez Pana bibliotekach? Ile stron zeskanowało? Jaki w obu wypadkach jest koszt jednej strony?

Jak po takim przeliczeniu ocenia Pan swoją wydajność?
Z jednej strony dziś oceniam, że już by mi się nie chciało. Ale jak człowiek jest zaraz po studiach i chce zaistnieć w środowisku to robi różne głupoty. Nawet skanuje księgi po nocach, by rano odwieść je na miejsce 50 km.
A danych o ilości personelu dokładnie nie znam, kosztów zakupionego dla bibliotek sprzętu też, ale wiem, że nadal w głównej mierze polegają na pracy wolontariuszy, którzy chcąc konkretną rzecz mieć dla siebie, muszą ją zeskanować dla ogółu (przynajmniej ŚBC). Czyli od 15 lat niewiele się zmieniło, mimo środków unijnych, nowych etatów i nowego sprzętu.
Cytuj
I to jest temat na kolejną dyskusję. Jak powszechna dostępność informacji wpływa na weryfikację różnych autorytetów naukowych. Jaką stwarza dla nich konkurencję! Jak obnaża ich mizerię i lenistwo! Nic dziwnego, że środowisko (znów mam tu na myśli pewną przeciętną) broni się rękami i nogami przed "prywaciarzami". Dokładnie tak samo, jak państwowa fabryka sznurówek broniła się przed prywaciarzem, co na starej maszynie z demobilu trzaskał sznurówki lepsze i tańsze.
Wiele, szczególnie tych małych placówek już się nauczyło, że bez zapaleńców "amatorów" nic nowego nie są w stanie ukazać, wobec czego zapraszają nas do współpracy. Im mniejsza placówka i krócej pracujący tam kustosz, tym bardziej chce się wykazać współpracą ze społeczeństwem. Jakoś tak się złożyło, że jeśli nie mam od razu prywatnych dojść do dyrekcji większych placówek, to mogę sobie darować nawet przyjeżdżanie na kwerendy, bo skończy się na zwiedzeniu wystawy.  Pozostają więc katalogi wystaw, katalogi aukcyjne oraz śledzenie nowości w necie.
Problemem w naszym kraju niestety jest prawo, które z Ministerstwa Kultury zrobiło nadzorcę nawet nad muzeami miejskimi, gdzie ani skarb państwa nie daje środków na utrzymanie, ani nie zakupuje żadnych eksponatów, a wycofanie dubletu ze stanu muzeum wymaga zgody ministra. I nawet gdyby dyrekcja chciała, a organ założycielski (miasto, powiat czy sejmik) naciskał na sprzedaż z powodu choćby braku środków, to i tak bez zgody rządu nic nie można zrobić. Pies ogrodnika w najlepszym wydaniu.

zenonmoj

  • Triumwirat TPZN
  • Gaduła
  • *
  • Wiadomości: 3 444
Odp: Co robią muzea
« Odpowiedź #44 dnia: 30 Czerwiec 2017, 22:16:15 »
Dobrze, niech nie sprzedają! Ale też dopóki nie przetrawią tego, co dotąd pożarli i wyników tego trawienia nie udostępnią w internecie (by każdy mógł się przekonać, że to nie kolejna lipa), niech wstrzymają się z zakupami i przyjmowaniem czegokolwiek do swoich zbiorów. No, chyba że byłaby to jakaś rewelacja, coś jak skarb ze Środy Śląskiej, wtedy niech Warszawa albo Kraków się tym zajmą.

Czy to jest dla Pana do zaakceptowania?

I tu się spotykamy: jak najbardziej! To jest właśnie konstruktywny pomysł na polepszenie działalności - szlaban na zakupy, dopóki nie odrobi się zaległości. Myślę, że dla tych co bardziej ambitnych muzealników mógłby to być impuls do zwiększenia zaangażowania w opracowywanie, a przynajmniej masową dygitalizację zbiorów. A tych, co próbowaliby się lenić - no cóż, w Europie jest sporo różnych plantacji owocowo-warzywnych, stale poszukujących pracowników sezonowych...

Myślę też, że w przypadku numizmatów wszelkiej maści to nie dokładne ich opracowanie, ale właśnie dygitalizacja zasobów muzealnych (i udostępnienie ich w takiej formie szerokiej publiczności) byłaby "kluczem do sukcesu" - bo opracować, to te zdjęcia (plus waga i średnica) mógłby wtedy ktoś inny, czyli każdy zainteresowany danym tematem, czy to "zawodowy naukowiec", czy "wariat-fanatyk amator"!

ZM

 

R E K L A M A
aukcja monet