Strona główna | Forum | Artykuły | Galeria | Kalendarz
TPZN - Forum numizmatyczne
Aktualności:
 
*
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?
14 Grudzień 2017, 08:53:25


Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji


Strony: 1 2 3 [4] 5 6 ... 9   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Skarb z Zagórzyna i sprawa Mariana Gumowskiego  (Przeczytany 10766 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Lech Stępniewski
Gaduła
****

Wiadomości: 5 822



Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #45 : 12 Październik 2017, 03:23:41 »

Obronę prof. Gumowskiego opiera Pan głównie na domniemaniu niewinności. Jest to jednak instytucja obowiązująca wyłącznie w postępowaniu karnym (w postępowaniu cywilnym lub administracyjnym już nie, nie mówiąc o innych dziedzinach życia). Tymczasem my nie prowadzimy postępowania karnego z udziałem prof. Gumowskiego i nie grozi mu z naszej strony żadna kara. My debatujemy, czy istnieją podstawy do powzięcia wątpliwości co do etyki prof. Gumowskiego jako kolekcjonera.

Szanowny Panie Barnabo,

zanim odniosę się do Pańskiego postu, uczynię wyznanie, które może pozwoli Panu lepiej zrozumieć motywy, jakie mną kierują.

Otóż w polskiej numizmatyce w porównaniu do Mariana Gumowskiego jestem właściwie nikim. Żyję na uboczu, nie ubiegam się o żadne tłuste posady, granty, roboty zlecone etc. Najdroższa moneta, jaką w życiu sprzedałem, a sprzedawałem niewiele, na pewno nie kosztowała więcej niż kilkadziesiąt dolarów. Krótko mówiąc: nie jestem żadną konkurencją dla nikogo: ani dla ludzi żyjących z zajmowania się numizmatyką, ani dla handlarzy.

Raz tylko nadepnąłem komuś na odcisk, gdy jeszcze w czasach kafejki Allegro napisałem tam, że pewien znany handlarz z Poznania sprzedał właśnie kilka falsyfikatów. Dość oczywistych, bo już wcześniej zidentyfikowanych w wielu egzemplarzach w różnych bazach.

Burza, jak się wtedy rozpętała, zaskoczyła mnie ogromnie, bo monety wprawdzie tanie nie były, ale żaden tam wielki cymes. Nie dziwiłbym się też, gdyby to tylko sam ten handlarz miał do mnie pretensje: w końcu psułem mu interes. Ale w nagonce wzięli udział również inni znani handlarze - tak, jakbym zdradził jakąś zawodową tajemnicę cechu. Jeden z nich, już nieżyjący, wręcz ostentacyjnie szukał na mnie "haków", aby przekonać widownię tego sporu, że "istnieją podstawy do powzięcia wątpliwości co do etyki" Stępniewskiego. Utrzymywał mianowicie, jakobym sam był dość podejrzanym handlarzem robiącym pokątnie ciemne interesy, który najpewniej w taki podły sposób zwalcza konkurencję.

Na szczęście dla mnie szukał tych haków pospiesznie i niestarannie. Smrodek wprawdzie puścił zręczny, ale pomylił mnie z całkiem inną osobą noszącą to same nazwisko, lecz mieszkającą w zupełnie innym regionie kraju. W dodatku w żaden sposób ze mną niespokrewnioną. Ale, jak mówię, rozpędził się i to do tej osoby dopasował realia w swoim barwnym oszczerstwie.

Żeby ta opowieść nie wyglądała paranoicznie ("otoczony przez samych wrogów"), muszę dodać, że otrzymałem też liczne wyrazy wsparcia. W tym prywatny mail od innego znanego sprzedawcy, który bardzo chwalił mnie za bezkompromisowość i pytał, czy na pewno wiem, co robię, bo zadzieram z mafią, w dodatku z międzynarodowymi powiązaniami. Wydało mi się to z początku grubą retoryczną przesadą, ale później odebrałem pewien dziwny telefon i trochę zmieniłem zdanie.

Jak to się ma do sprawy Gumowskiego? Otóż skoro wobec mnie, jak mówię - nikogo, w wyniku jednej jedynej sprawy posunięto się do oszczerstw zawierających "podstawy do powzięcia wątpliwości" etc. etc., to zastanawiam się z iloma podobnymi sprawami musiał mieć do czynienia w ciągu swego długiego życia Gumowski. I rzecz jasna patrzę na niego przez pryzmat własnych skromniutkich doświadczeń.

Przecież gdyby w kilkadziesiąt lat po mojej śmierci ktoś znalazł gdzieś w jakichś internetowych archiwach szczątki kafejki Allegro z samym tym wysuniętym przeciwko mnie oszczerstwem i dodatkowo rozumowałby tak, jak Pan to robi w swoim poście, mógłby bez problemu uznać, że istnieją podstawy do powzięcia wątpliwości co do etyki Stępniewskiego.

Tak na dobry ład o "podstawy do powzięcia wątpliwości" nigdy nie jest specjalnie trudno. Wątpić da się we wszystko. Paru filozofów już to przetrenowało na wskroś. Nie będę rzecz jasna kwestionował Pana interpretacji prawnych, bo na tym polu przerasta mnie Pan o trzy głowy, ale zasada domniemania niewinności jest także zwyczajną zasadą moralną. Ja tu się nie bawię w sąd na Gumowskim z wszelkimi prawnymi rygorami, bo ani to nie miałoby sensu, ani ja nie mam kompetencji. Po prostu protestuję przeciwko szkalowaniu człowieka, bo wiem, jak łatwo coś takiego bliźniemu urządzić i jakie to, niestety, dziś powszechne. A moje wypowiedzi, w których używam terminów prawnych, można bez szkody dla ich sensu traktować jako metafory.

Jest Pan zresztą niekonsekwentny. W przypadku prof. Gumowskiego według Pana miałaby absolutnie obowiązywać zasada domniemania niewinności, ale już – jak się daje - nie w przypadku osób, które wyrażały swoje wątpliwości o prof. Gumowskim? W stosunku do tych osób nie zakłada Pan bowiem, że są niewinne, ale wskazuje że może powodować nimi zawiść kolekcjonerska lub jakieś innne niskie pobudki, dlatego też ich relacje należy z góry odrzucić.  

Nie jestem niekonsekwentny, ale pokazuję, jak łatwo odbić piłeczkę pozostając na tym samym poziomie domysłów i fantazji. Skoro można wyfantazjować niskie pobudki Gumowskiego ("Jest przy tym mało prawdopodobne aby ryzykował własną pozycję i pośredniczył w transakcji, która w świetle obowiązującego prawa była nielegalna, nie mając w niej interesu finansowego"; Bursche, s. 59), to można też wyfantazjować niskie pobudki jego oszczerców. Bo czemu nie? Czy rzucanie oszczerstw nie jest przypadkiem dobrą podstawą do powzięcia wątpliwości co do etyki oszczercy?

Domyślam się, że dla Pana to jest żaden argument ani dowód, dlatego też z góry wyjaśniam, że nie dzielę się tym tu w celu przekonania Pana, ale wyłącznie w celu pokazania, że dla innych, w tym mnie, podobne relacje osób, do których ma się zaufanie i których się naprawdę ceni, mają znaczenie i dają podstawy do powzięcia pewnych wątpliwości, zwłaszcza jeżeli dodatkowo zestawi się je z przywołanymi w tej dyskusji czterema źródłami pisanymi (trzema przywołanymi przez kolegę Rewizora oraz słynny list Gumowskiego do muzeum w Kopenhadze).

Jeśli chciał mnie Pan poinformować, że niewiele Panu trzeba, by o kimś źle myśleć i że takich osób jak Pan jest więcej, to ze smutkiem przyjmuję to do wiadomości, ale co mogę z tym począć? Nic. Podobnie jak z opinią Pana Tomasza, że polskie społeczeństwo jest beznadziejne, dominuje w nim "wszędobylskie januszowate polactwo" i dlatego nie zasługujemy na prawodawstwo podobne do brytyjskiego. Mówiąc dosadniej: trzeba nas trzymać za pysk i tylko apelować "do organów policji i prokuratury o zintensyfikowanie działań". [Uwaga: to ostatnie zdanie nie odwołuje się do wypowiedzi Pana Tomasza, ale do niesławnej deklaracji w sprawie detektorystów autorstwa przedstawicieli polskiego archeologicznego środowiska akademickiego]

Po takich deklaracjach dyskusja się kończy, bo na to nie ma argumentów. To jest pewien styl życia. Dla jednych oczywisty, dla drugich - nie.

I żeby było jasne: nie mam nic przeciwko fantazjom i spekulacjom w numizmatyce. Z uwagą też słucham cudzych spekulacji. Zwłaszcza w numizmatyce antycznej twardych danych często jest tak niewiele (albo wcale), że trzeba dziury zatykać wyobraźnią, aby zbudować jakiś w miarę całościowy obraz. Niemniej fantazję trzeba nazywać fantazją i nie przenosić tego, co ujdzie od biedy w porządkowaniu materiału, na płaszczyznę personalnych oskarżeń.

A propos tego słynnego listu i pracy prof. Bursche. Podzielam Pana krytyczne uwagi co do wątpliwej metodologii ustalania proweniencji niektórych monet ze skarbu z Zagórzyna, datowania samego skarbu, jak i łączenia pewnych faktów z osobą prof. Gumowskiego w wydaniu prof. Bursche. Nie podzielam jednak Pana interpretacji samego listu prof. Gumowskiego, a ściślej Pana interpretacji pobudek i postawy prof. Gumowskiego przy sporządzaniu tego listu, m.in. dlatego że jest ona motywowana zbyt absolutnie pojmowaną zasadą domniemania niewinności i jest głucha na liczne ustne i pisemne relacje innych kolekcjonerów i muzealników o prof. Gumowskim.

Nie bardzo rozumiem, co mają inne "liczne ustne i pisemne relacje innych kolekcjonerów i muzealników" dotyczące całkiem innych spraw do tej konkretnej sytuacji i tego konkretnego listu. Mnie pobudki tego listu nie interesują, bo ich nie znam. Nie wiem, kim był właściciel tych brakteatów, skąd je miał, co go łączyło z Gumowskim. Troszkę "psychologizowałem" na samym początku, gdy nie miałem pojęcia, jak bardzo naciągana jest interpretacja prof. Burschego. W szczególności nie wiedziałem, że nie jest ona oparta na żadnych zewnętrznych dowodach, a przeciwnie - to sam ten list jest "dowodem" w sprawie powiązania brakteatów z Zagórzynem oraz zmiany datowania odkrycia skarbu.

Teraz zwracam już tylko uwagę na to, co w tym liście zostało naprawdę napisane. Bo to całkowicie wystarczy. Dmucham i sztuczna mgła się rozwiewa  Uśmiech

Oto 22 lutego 1927 Gumowski pisze otwarcie pod swoim nazwiskiem do przedstawiciela zagranicznego muzeum niewątpliwie zdając sobie sprawę, że to, co napisze, zostanie gdzieś w archiwach tej instytucji. Czy tak załatwia szemrane interesy człowiek o niewątpliwie szerokich kontaktach kolekcjonersko-handlowych? Nie ma tam też w tym liście nic o tej późniejszej podejrzanej "berezyńskiej" proweniencji, a jako miejsce pochodzenia podana jest po prostu "Rosja". Można się zżymać na tak mało konkretne dane, ale nie wiemy, czy tę "Rosję" Gumowski wymyślił, czy tylko powtórzył za właścicielem, ani też nie mamy podstaw, by sądzić, że go ta "Rosja" z roku 1914 kompromitowała w oczach duńskiego specjalisty od skandynawskich brakteatów.

Więcej nie ma tam nic. Nic podejrzanego, nic tajemniczego, kompletnie nic. Ten list bez całej tej fantastycznej otoczki, w jaką go spowito, nie ujawnia żadnej sensacji. I nie mamy też podstaw, by sądzić, że adresat tego listu potraktował go inaczej. Dlaczego mamy być bardziej podejrzliwi niż on?
Zapisane

NOT IN RIC - nie notowane monety i błędy w The Roman Imperial Coinage, tomy VI i VII
Strony: 1 2 3 [4] 5 6 ... 9   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Numizmatyka - linki do stron | Najlepsze strony numizmatyczne
Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2008, Simple Machines

Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS! Dilber MC Theme by HarzeM