Strona główna | Forum | Artykuły | Galeria | Kalendarz
TPZN - Forum numizmatyczne
Aktualności:
 
*
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?
24 Wrzesień 2018, 03:20:33


Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji


Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: celtycki skarb, składający się z 545 galijskich złotych i srebrnych monet.  (Przeczytany 8252 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
rara_avis
Członkowie TPZN
Gaduła
*
Poland Poland

Legitymacja: TPZN nr 044
Stowarzyszenie:
PTN o/Siedlce
Zainteresowania:
PRL, II RP, GG,

Wiadomości: 1 239


Zbierajmy monety, tak wiele piekna w sobie kryją


Zobacz profil WWW
« : 05 Luty 2010, 12:46:04 »

Wpadł mi w oko kolejny ciekawy artykuł odnośnie monet. W czasopiśmie "Polityka - nr 10 (2644) z dnia 2008-03-08; s. 80-81"
Został opublikowany artykuł autorstwa Agnieszki Krzemińskiej "Brzęczące zagadki" . Artykuł pochodzi z archiwum internetowego www.polityka.pl http://archiwum.polityka.pl/art/brzeczace-zagadki,357644.html


Cytuj
Celtowie jako jedyny z ludów barbarzyńskich masowo produkowali monety. Znajdowane obecnie w wielu osadach srebrne i złote krążki pozwalają określić granice wpływów tej tajemniczej cywilizacji.

Każdy Irlandczyk wie, że skrzat Leprechaun chowa na końcu tęczy (czyli w miejscu niedostępnym dla człowieka) garnek wypełniony po brzegi złotem. Legendarne celtyckie skrzaty znały zresztą wiele miejsc, w których zakopane były takie garnki, żaden jednak nie zdradzał tego ludziom. Tymczasem w bretońskiej miejscowości Rosquelfen jesienią zeszłego roku archeolodzy natrafili na prawdziwy celtycki skarb, składający się z 545 galijskich złotych i srebrnych monet.

Przedstawiono na nich dwa typowe motywy: na awersie głowę mężczyzny, a na rewersie – konia. Zdarza się jednak trafić także na konia z ludzką głową, dzika czy jeźdźca. Francuscy badacze przypuszczają, że w I w. p.n.e. skarb zakopał w ziemi bogaty Celt, a bezpośrednią przyczyną ukrycia fortuny mógł być najazd Juliusza Cezara na Galię. Yves Menez z Institut National de Recherches Archéologiques Préventives w Paryżu podkreśla, że do ziemi trafiła fortuna; w końcu każda ze znalezionych złotych monet miała mniej więcej wartość dzisiejszych 500 euro. Asterix i Obelix z pewnością byliby uradowani, gdyby udało im się znaleźć taką sumkę.

Nie przez przypadek legenda o skrzacie pilnującym garnka złotych monet pochodzi z Irlandii. Celtowie, którzy przez setki lat zamieszkiwali wyspę, bardzo często chowali w garnkach swoje skarby, ale nie tylko po to, by je ukryć. – Zazwyczaj depozyty takie w całym świecie celtyckim miały charakter wotywny, składano je w świętych miejscach, np. blisko rzek i jezior. Nie były to zatem zachomikowane fortuny bogaczy, ale ofiara dla bogów lub króla – mówi Marcin Rudnicki, celtolog z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. Dokładne określenie wieku celtyckich monet bez kontekstu archeologicznego nie jest też wcale proste. Celtowie nie przedstawiali na awersie portretów władców, a nawet jeśli, to i tak nie wiemy, w jakiej kolejności rządzili, więc wartość datująca monet jest znacznie mniejsza niż ich greckich czy rzymskich odpowiedników. Dlatego bardzo wątpliwa jest interpretacja dotycząca przyczyn i czasu ukrycia skarbu z Rosquelfen.

Złota waluta

Najczęściej złote krążki znajdowane przez archeologów to nie skarby, a zguby pochodzące z osad, w których mieszkano, handlowano, a od III w. p.n.e. – bito własne monety. Pomysł na ich produkcję Celtowie przywieźli z Grecji, gdzie służyli jako najemnicy w armiach różnych tyranów – od Sycylii po Afrykę Północną. Żołd wypłacano im częściowo w złotych staterach Filipa II oraz jego syna Aleksandra Wielkiego, które były produkowane na ogromnych obszarach jeszcze długo po jego śmierci, stając się w końcu najbardziej rozpowszechnioną walutą. To właśnie ten rodzaj ówczesnego euro stał się wzorem dla mincerzy celtyckich.

Pierwsze celtyckie monety bito z prawie czystego złota, dopiero z czasem jakość próby znacznie się popsuła. Monety zaczęli produkować mieszkańcy Galii i konfederacja plemion celtyckich zwana Bojami (zamieszkująca tereny obecnej Słowacji, Czech, Austrii i południowej Polski), najpóźniej monety pojawiły się w celtyckiej Hiszpanii, bo dopiero w II w. p.n.e. Motywy na celtyckich krążkach były bardzo różne, chociażby za względu na gusta poszczególnych właścicieli mennic. Ponieważ Celtowie nie tworzyli scentralizowanego państwa, każdy zamożny arystokrata mógł bić własne monety. Złoto uzyskiwano przetapiając monety greckie lub wypłukując je ze złotodajnych rzek (np. Otava w Czechach). O zasobności Bojów w kruszec może świadczyć znaleziony w XIX w. w miejscowości Podmokly skarb, w którym było ok. 50 kg złota.

Celtowie byli wyjątkowo ruchliwi. Monety produkowane w Galii spotykane są na terenach zamieszkiwanych przez Bojów i na odwrót. Od lat badacze spierają się, czy celtyckie monety miały jedynie funkcję symboliczną, czy też ekonomiczną. Za tą pierwszą przemawia fakt, że na początku produkowano najprawdopodobniej jedynie monety o dużej wartości, które stanowiły rodzaj lokaty kapitału i prestiżu. – Z drugiej jednak strony zasięg występowania monet celtyckich znacznie wykracza poza obszary przez nich zamieszkiwane, co świadczy o tym, że monety te były w normalnym obiegu handlowym. I nawet jeśli złotymi staterami nigdy nie płacono za jajka czy krowę, to przecież istniało mnóstwo drobnych monet, które doskonale nadawały się do kupowania codziennych towarów – tłumaczy Rudnicki.

System monetarny u celtyckich Bojów polegał na tym, że oprócz monet odpowiadających złotemu staterowi (o średnicy 20 mm i wadze 8,5 g), były jeszcze nominały stanowiące 1/3, 1/8 i 1/24 jego wagi. Najmniejsze monety mające zaledwie 5 mm średnicy i ważące 0,3 g wykorzystywano w handlu detalicznym, choć trudno powiedzieć, jaka była ich wartość nabywcza. Archeolodzy znajdują najczęściej właśnie taką drobnicę.

Mincerz na rubieżach

W Polsce Celtowie mieszkali w czterech miejscach: na Śląsku w okolicach Wrocławia, na przedpolu Bramy Morawskiej, czyli na Wyżynie Głubczyckiej, na lessach małopolskich w pobliżu Krakowa i w dorzeczu górnego Sanu. Ponieważ były to północno-wschodnie rubieże osadnictwa celtyckiego, wybierano tylko najatrakcyjniejsze regiony, czyli żyzne ziemie lub tereny, gdzie przebiegały szlaki handlowe. W zeszłym roku udało się ustalić kilka ważnych faktów dotyczących pobytu Celtów na ziemiach polskich i produkcji pieniądza.

Jedną z największych i najważniejszych była osada w Nowej Cerekwi koło Kietrza. I chociaż wydawałoby się, że stanowisko to jest już dokładnie przebadane (najpierw przez Niemców, a potem w latach 50. i 60. przez Polaków), archeologom udało się za pomocą wykrywaczy metali zgromadzić największy polski zbiór celtyckich monet. – Mamy 69 monet, ale namierzyliśmy ich ponad 100 – mówi Rudnicki, który wraz z dr. Markiem Bednarkiem z Uniwersytetu Wrocławskiego prowadził tam prace. – Są to w większości drobne monety, ale i statery z czystego złota. Nie ma wątpliwości, że w Nowej Cerekwi było ważne centrum mennicze. Mamy zamiar sprawdzić, czy wśród przedmiotów znalezionych przez wcześniejsze ekipy były charakterystyczne gliniane płytki z dziurkami, czyli foremki do odlewania krążków, z których potem za pomocą stempli wybijano monety.

Osada w Nowej Cerekwi funkcjonowała od lat 60. IV w. p.n.e. do ok. 120 r. p.n.e. Jej upadek łączony jest z przemarszem Cymbrów (germańskiego ludu z Półwyspu Jutlandzkiego, który ok. 127 r. p.n.e. ruszył na południe). Ze źródeł pisanych wiadomo, że Bojowie walczyli z Cymbrami, gdy ci przechodzili skrajem ich terytoriów. Niewykluczone, że mieszkańcy Nowej Cerekwi zostali przez nich wybici lub przyłączyli się do najeźdźców i poszli z nimi na południe. Być może dlatego nigdy nie powstało w tym miejscu oppidum, czyli ufortyfikowana osada z charakterystycznym murem (zwanym galijskim) i drewniano-kamienną zabudową. – Gdy osada w Nowej Cerekwi zamierała – w centrum świata celtyckiego na terenie całej Europy powstawała większość oppidów – mówi Rudnicki. – U nas, na prowincji, nie pojawiły się one nigdy. Najbliższe oppidum znajduje się w Starym Hradisku i Hostynie na Morawach.

Mennica pod Kaliszem

Wydawałoby się, że w naturalny sposób centra mennicze przeniesione zostały do ufortyfikowanych grodów, gdzie mieszkało więcej rzemieślników, a także łatwiej było chronić kruszec i produkcję monet. O dziwo, tak się nie stało – znane są grody, gdzie znaleziono tylko kilka monet i zwykłe osady, w których było ich tysiące (np. w czeskich oppidach Hrazany czy Závist znaleziono zaledwie kilkanaście monet, a w Stradonicach ponad 2 tys.). W latach 60. I w. p.n.e. Bojowie postanowili stworzyć silny organizm państwowy nad środkowym Dunajem. Przygoda ta trwała ok. 40 lat, do momentu, gdy nieokrzepły celtycki twór państwowy przegrał sromotnie w wojnie z Dakami. Jednak przez te kilkadziesiąt lat w oppidum w Bratysławie bito złote statery i srebrne heksadrachmy, na których pojawiały się celtyckie imiona 16 kolejnych przywódców, takich jak Devil czy Titto.

U nas w I w. p.n.e., w czasach gdy u sąsiadów produkcja monet zanikała wraz z upadkiem oppidów, mennictwo skoncentrowała się w Małopolsce zachodniej (Podłęże, Krzesławice czy Mogiła) w osadach, o których często trudno mówić nawet, że były duże. Wybijano tam, przypominające bratysławskie statery muszlowe z gwiazdą lub kulką na awersie i półksiężycem z promieniami na rewersie, statery typu krakowskiego. Do naszych czasów zachowało się tylko 10.

Tymczasem zeszłoroczne badania w Jankowie pod Kaliszem prowadzone przez Leszka Ziąbkę z Muzeum Okręgowego Ziemi Kaliskiej i Adama Kędzierskiego ze Stacji Archeologicznej PAN wykazały, że również tam działała celtycka mennica. Badacze odkryli nie tylko osiem monet celtyckich, ale i fragment pręta ze stopu złota i srebra do ich produkcji. To ważne odkrycie, po pierwsze dlatego, że jest to najdalej na ziemiach polskich na północ wysunięta osada, w której mieszkali Celtowie, po drugie – była to być może najdłużej działająca mennica, która po upadku państwa Bojów nad Dunajem przeżywała okres swojej świetności. W owym czasie Celtowie wyemigrowali na południe i tylko niedobitki zostały na terenach dzisiejszej Polski. Zamieszkali w okolicach Kalisza, ponieważ przebiegał tamtędy bardzo ważny szlak handlowy prowadzący znad Bałtyku na południe. Niewykluczone, że w mennicy w Jankowie bito monety jeszcze w I w. n.e. Młodsze niż u nas monety celtyckie znane są już tylko z terenów Wielkiej Brytanii.

– Dla badacza mennictwa celtyckiego Polska jest niezwykle pasjonującym miejscem właśnie dlatego, że znajduje się na peryferiach celtyckiego świata. Na przełomie er zauważa się straszliwą dewaluację pieniądza – monety są lżejsze i bite ze znacznie gorszego złota – jednocześnie nadal istnieje potrzeba jego produkcji, mimo że państwo Bojów dawno już przestało istnieć. Po wojnie z Dakami Celtowie powędrowali za Dunaj, gdzie ulegli romanizacji, na terenach Polski zostały niedobitki, które utrzymały się na tej oddalonej od Rzymu placówce ze względów czysto ekonomicznych. Zanim wtopili się ostatecznie w otaczający ich żywioł germański, przez jakiś czas trzymali się jeszcze starych tradycji – mówi Rudnicki.

Cudzy alfabet

Żaden z barbarzyńskich ludów poza Celtami nie bił własnych monet, nie wytworzył własnego systemu miar i wag oraz nie budował osad warownych przypominających miasta, a tym samym żaden nie był tak blisko przejścia magicznej granicy dzielącej kulturę barbarzyńców od tych tzw. wysoko rozwiniętych. Zabrakło jednego, ale jakże istotnego wyznacznika kultury – Celtowie nie stworzyli własnego pisma. Podobnie jak monety, zapożyczali alfabet (zarówno grecki, łaciński, jak i fenicki) do zapisywania swojego języka – do naszych czasów zachowały się pojedyncze zapisy, rylce do pisania na woskowych tabliczkach i ramy tabliczek. Niestety, najprawdopodobniej pisano przede wszystkim na nietrwałych materiałach, a sztukę tę posiedli nieliczni.

Niezależnie od tego, jak blisko byli osiągnięcia poziomu cywilizacyjnego mieszkańców basenu Morza Śródziemnego, Celtowie w końcu ulegli Rzymowi, przez który zostali wchłonięci i zromanizowani. Celtyckie relikty napotykamy w Europie od Hiszpanii po Siedmiogród i Azję Mniejszą, a elementy ich kultury pobrzmiewają w wielu świętach (np. Halloween będący celtyckim końcem roku Sam Hain), praktykowanych po dziś dzień zwyczajach (całowanie się pod jemiołą) i opowieściach, jak chociażby tej o skrzacie Leprechaunie, który na końcu tęczy strzeże garnca pełnego złotych monet.
Zapisane

Tylko monety, nie błyskotki. Tylko POLSKA i ziemie z nią związane.

Prezes TPZN w stanie spoczynku
TPZN 044
WBCC 516

Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Numizmatyka - linki do stron | Najlepsze strony numizmatyczne
Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2008, Simple Machines

Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS! Dilber MC Theme by HarzeM