Aktualności:

  • 19 Czerwiec 2019, 03:15:15

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: zaczerpnięte z cafe allegro  (Przeczytany 7268 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Mikołaj

  • Członkowie TPZN
  • Gaduła
  • *
  • Wiadomości: 1 465
zaczerpnięte z cafe allegro
« dnia: 25 Lipiec 2008, 11:03:29 »
Lubię niektóre odpowiedzi na cafe allegro...
Oto jedna:
temat główny:
"Witam ,czy ostatnie spadki cen monet kolekcjonerskich to normalne zjawisko ,niektóre monety pospadały nawet o 20% o Sokole nie wspomnę,czy też ktoś spekuluje na rynku,kiedy skończy się według was ten spadek.Pozdrawiam toranaga17."

Odpowiedź arcze:
"Dobrze Waść trafił - na tej kafejce znajdziesz Pan grono numizmatyków trzęsących się wręcz z niecierpliwości, by udzielać porad drobnym inwestorom.

Na dobry początek w ramach promocji udzielę Panu odpowiedzi na wyżej postawione pytania - zaznaczam, że czynię to wyjątkowo acz w dobrej wierze, bowiem każdy tego typu post wprawia mnie w radosną drżączkę poprzeczną i podłużną :))

ad/ "czy ostatnie spadki cen monet kolekcjonerskich to normalne zjawisko" - odpowiedź: tak, to normalne zjawisko.
"
ad/ "... niektóre monety pospadały nawet o 20%... " - odpowiedź: polecam zapoznanie się z pojęciem "równia pochyła".

ad/ "... o Sokole nie wspomnę..." - odpowiedź: gratuluję taktu, rzeczywiście na tej kafejce lepiej o "sokole" nie wspominać" ;))

ad/ "... czy ktoś spekuluje na rynku... " - odpowiedź: tak,między innymi Pan.

ad/ "... kiedy skończy się według was ten spadek" - odpowiedź: wówczas, gdy zależność "podaż - popyt" osiągnie stan trwałej równowagi.

Serdecznie pozdrawiam słowami starego przysłowia japońskich spekulantów:
"Adios pomidory, adios utracone",
arcze "


I jak tu utrzymać powagę :)
Pozdrawiam
Mikołaj

TPZN nr 20

kujol

  • Członkowie TPZN
  • Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 36
Odp: zaczerpnięte z cafe allegro
« Odpowiedź #1 dnia: 25 Lipiec 2008, 11:42:36 »
W temacie na czym by tu jeszcze zarobić   ???

Autor:  Cezarix (24)   

Witam Wszystkich, podczas remontu mieszkania rodziców znalazłem niesamowitą rzecz czy raczej rodzaj formy kultu lat osiemdziesiątych - Oryginalnie zapakowaną gumę balonową DONALD - swoją drogą świetnie zachowaną. Przeleżała za starymi meblami sporo czasu. Czy ktoś z Was ma może pojęcie czy będzie zainteresowanie kupujących..??? Powiem szczerze ,że niesamowicie interesuje mnie opowieść z historyjki...??? Jednak powstrzymałem się przed otwarciem...
Serdelecznie Pozdrawiam :)

TPZN 026

Shiver

  • Stały bywalec
  • ***
  • Wiadomości: 666
Odp: zaczerpnięte z cafe allegro
« Odpowiedź #2 dnia: 25 Lipiec 2008, 11:45:06 »
Klasyka Cafe Allegro to miedzy innymi posty Omnislash'a (szkoda, że dziś juz nie). Przytoczę parę (z oryginalna pisownią i interpunkcją):


Cafe Allegro, 20 listopada 2003, godzina 00:43

ŚLAD PO ÓHÓ CZYLI...................

..........PUSZCZANIE DYMU PĘPKIEM.
Się zbulwersowałem. Z powodu listonosza. Nie. Nie przyłapałem go in flagranti. To korespondencja, którą mi dzisiaj przyniósł. A w niej katalog Aukcji PTN. Jej data to tydzień po Aukcji WCN. I kto to wymyślił? Jakby w Polsce wolnych terminów było mało.
A może trzeba zrobić obie aukcje w jednym dniu? Wystarczy tylko dodać sesję nocną.
I co ja teraz mam począć? Rodzinna narada w sprawie taktyki i strategii na Aukcji WCN już była. Kasa uzbierana. Nawet babcia się dołożyła. Bo to jak mówi: ostatnia aukcja zanim Sodoma i Gomora w postacj Zjednoczonej Europy do nas przyjdzie.
Na następnej , w maju przyszłego roku już 22 % VAT-u dodatkowo będziemy płacić, a Kuenckery, Rauchy, Schrammy, Ganse, Hoehny i inne polityki monetarne podczas aukcji w pierwszym rzędzie miejsca pozajmują i nic kupić nie dadzą oprócz lustrzanek PRL-u. Babcia ma 94 lata i duże doświadczenie zdobyte poprzez handel obwoźny kwaszeniakami i beczkową kapustą. Przez to w rodzinie przysługuje jej słowo ostatnie i przywilej namaszczenia każdego ryzykownego przedsięwzięcia. Na WCN wytyczne dostałem. Ciąć równo orty, na ceny nie patrzeć, po dwie sztuki z każdego rocznika, bez względu na stany zachowania , żeby tylko mieć awers i rewers. W katalogu na kolorowo pozaznaczane w co wchodzę, a co mam ignorować. Nawet dwie nowe szyby - półki, do witrynki obstalowałem , coby nowa ekspozycja na sąsiadach robiła wrażenie.
A tu co? Przychodzi nowiutki pachnący drukarnią katalog PTN-u. Czyżby znowu na zakupy? Tylko skąd wziąć na nie sianko ? Kiedy można na nie zaoszczędzić? W ciągu tygodnia? Majster, po tym jak przyłapał mnie na spaniu w szatni, w godzinach pracy to nawet chwilówki nie da. Na dodatek zwinęli mi klucz francuski, który miałem na stanie. Za swoje kupić go muszę i oddać. Że też wszystko zbiegło się w jednym czasie.
Aż bałem się otworzyć pierwszą stronę katalogu. Zewnętrznie prezentował się nienajgorzej. Tylko jakiś taki cienki. Pewnie poszli w jakość kosztem ilości i będą oferować wszystkie monety w 1 i 2 stanach zachowania.
Ale nic. Powoli, nieśmiało i z dużym szacunkiem otwieram wrota do wielkiego świata.
Po obejrzeniu pierwszej strony wiedziałem już jaka będzie ostatnia. I odetchnąłem. Bez żalu. Znów nic nie będę kupował.
Nagle niespodzianka. Strona 9. Czuję, że poziom adrenaliny mi skacze. Pojawiają się poty. Na przemian ciepłe i zimne. Pies na wszelki wypadek zaczyna na mnie szczekać po czym włazi pod łóżko. U mnie pełen szczękościsk . Nie potrafię nawet ręką ruszyć. Patrzę na pozycję 93, a tam Władek łypie na mnie prawym okiem. Czytam opis: "dukat koronny 1640, m. Bydgoszcz, Kop. 1528 R8 - ślad po uchu. Ale według mnie na zdjęciu jest moneta gdańska, a nie koronna. Ten rocznik znany jest w dwóch egzemplarzach. Jeden prawdopodobnie jest w zbiorze Czapskiego (poz. kat. 9718), a drugi w zbiorach Ermitażu.
Wszystkie katalogi które miałem w domu, zaraz były na biurku. Wyglądałem między nimi jak surowy kotlet schabowy w panierce. Wątpliwości miałem coraz więcej. Dutkowski i Suchanek lekceważą tę monetę , nie dając opisu. Kurpiewski coś tam na jego temat w swoim katalogu wspomina. Kopicki ma go jako R8 z ceną amatorską. Poczciwy Czapski też, tylko w odróżnieniu od Kopickiego w zbiorze ?! Tyszkiewicz o nim nawet nie słyszał, a co dopiero żeby go zobaczył. Kaleniecki wie dużo, ale tego rocznika też nie opisuje.
Wreszcie wołam żonę na pomoc.
Zobacz czy to jest moneta koronna? Pytam. Ona tylko spojrzała na zdjęcie. I jak na mnie nie ruszy.
A jaka? Zadaje pytanie głosem nie znoszącym sprzeciwu. Zobacz co król ma na głowie? Koronę czy wianek? A nad kartuszem z herbem Gdańska co widzisz? To twoim zdaniem nie jest korona?
Oświadczam ci, że to jest nawet moneta dwukoronna!!! A autorzy przez grzeczność o tej jednej nie napisali. Co się czepiasz? Ty zawsze wstydu mi narobisz. W restauracji tylko ciebie razi, że wódka jest zbyt ciepła. A jak ktokolwiek przy stole znajdzie włos w zupie to nie kto inny tylko ty. I co ja w tobie widziałam. Ślepa chyba byłam. Płyta zaczyna grać. Normalka, 45 minut i się zmęczy. A tu niespodzianka. Jak mi nie przywali katalogiem w łeb. Opamiętaj się! Gwiazdy mi się w oczach pokazały. Moja jest pragmatyczką i nie walnęła mnie, choć miała wybór Tyszkiewiczem tylko Klimkiem.
Pomogło. Dopiero wtedy zacząłem myśleć racjonalnie.
No tak. Jakbym był królem to w wieku 14 lat pewnie też już nie miałbym wianka tylko koronę. Musi być, że moja ma rację.
Wreszcie zostałem sam.
To pewnie asy polskiej numizmatyki tworzące fundamenty tej nauki wprowadzają do potocznego nazewnictwa nowy wizerunek monety koronnej.
Ale to nie jest najważniejsze. Przecież to nie ja tworzę standardy tylko Oni, a ja się do nich dostosowuję. Dobra pokazali plecy. Każdemu może to się zdarzyć. Zjadła ich rutyna.
Już prawie się uspokoiłem, a tu zaczyna mnie ruszać. Oglądam zdjęcie monety. Przeglądam katalogi bywsze i obecne i co widzę. To unikat!!! Nienotowana w żadnej literaturze odmiana dukata gdańskiego z 1640 roku w typie wyprzedzającym epokę o kilka lat.
A może ?!?! Zwyczajne fałszerstwo polegające na przerobieniu ostatniej cyfry daty w roku 1646 na rok 1640. Jako materiał posłużył oryginalny i popularny dukat Władysława IV z 1646 roku (patrz Kaleniecki poz. 273). Naprawiaczowi musiała omsknąć się lutownica podczas usuwania śladu po uchu i z szóstki wyszło mu zero. Tak jak mojemu szwagrowi spawarka kiedy robił mi Opla Asconę z dwóch aut ściągniętych z Reichu. Jedno miało skasowany tył a drugie przód. Mimo , że walnął sobie dla kurażu, żeby mu się ręce nie trzęsły to rama po zespawaniu była od połowy jej długości wypaczona od osi o 16 cm. Potem podczas jazdy ciągnęło mi kierownicę w prawo tak mocno, że musiałem ją sobie do lewej nogi przywiązywać. Bo to była moi Panowie zwykła fuszerka. Z tą różnicą, że szwagrowi jakoś to uszło na sucho. Mówił, że nie miał przy spawaniu komputera tylko poziomicę , dlatego go rozumiem.
A może się mylę? Kto wie , czy to nie kolejne epokowe odkrycie numizmatyczne , z którym możemy spotkać się niespodziewanie każdego dnia? Ktoś z Szacownego Grona jednak ten wynalazek autoryzował. Ktoś określił jego szacunkową cenę. Czyżby to brak wyobraźni? A może brak zachowania tak zwanej należytej staranności. Tylko kto miał być tu ofiarą? Amator taki jak ja, którego takim postępowaniem można zrazić do kolekcjonowania czegokolwiek. Czy może ważniejszy był interes sprzedającego? Pytań rodzi się wiele. Nie na wszystkie znajdę odpowiedź. Nie chciałbym jednak, aby dukat ten krążył z aukcji na aukcję, pod stołem i nad stołem, bo każdy jego nowy właściciel może czuć się oszukany. Tak było niedawno z próbnym półtalarem Stanisława Augusta "Vincit Fraudem", który przechodził z aukcji na aukcję, zahaczył nawet po drodze o Allegro. Ostatnio wystawiony został na Aukcji GGN. I tu chcę wyrazić swój podziw, bo po raz pierwszy z prawidłowym opisem. Nie znalazł nabywcy i myślę, że już teraz długo nie będzie obiektem spekulacji.
Pozdrawiam - Omnislash
P.S. Przedstawione poglądy są wyłącznym zdaniem autora. Istnieje małe prawdopodobieństwo, że mogę się mylić wyrażając powyższą opinię o oferowanej do sprzedaży monecie. Gdyby jednak tak się stało , przepraszam wszystkich, którzy mogą czuć się urażeni zarówno treścią jak i formą tego postu.
Pozdrawiam,
Krzysiek

Mikołaj

  • Członkowie TPZN
  • Gaduła
  • *
  • Wiadomości: 1 465
Odp: zaczerpnięte z cafe allegro
« Odpowiedź #3 dnia: 25 Lipiec 2008, 12:03:55 »
 ;D ;D ;D Tak to znałem, a jeszcze tego samego autora wyprawa na aukcję Kuenkera bodajże - czytałem na leżąco, bo ze śmiechu na podłodze wylądowałem - chyba na stronie Damiana było, ale teraz cosik ją przebudował.
Pozdrawiam
Mikołaj

TPZN nr 20

bobi68

  • Członkowie TPZN
  • Stały bywalec
  • *
  • Wiadomości: 715
Odp: zaczerpnięte z cafe allegro
« Odpowiedź #4 dnia: 25 Lipiec 2008, 12:14:56 »
Znakomite!!!!!! :D :D :D
Pozdrawiam,Robert
TPZN 031

Shiver

  • Stały bywalec
  • ***
  • Wiadomości: 666
Odp: zaczerpnięte z cafe allegro
« Odpowiedź #5 dnia: 25 Lipiec 2008, 12:39:12 »
Od opisu wyjazdu do Osnabrueck chyba nic lepszego się nie pojawiło...

Cafe Allegro, 29 czerwca 2002, godzina 03:27

Siedzę sobie i myślę , co mi się ostatnio coraz rzadziej zdarza ( mam na myśli myślenie ) , a nie siedzenie . Niestety , bez skutku . A czemu ? Bo znowu cały latam z nerwów i emocji . A czemu mną telepie ? Bo byłem za granicą na aukcji u Kuenckera .
Przygotowania trwały ponad miesiąc . Najpierw musiałem wyrobić sobie paszport , bo ostatnio byłem za granicą po zakupy w NRD , jakieś 15 lat temu . Tam gdzie kiedyś robiłem , zorganizowali wycieczkę autokarem do Frankfurtu nad Odrą . No to się zapisałem .
Za dużo z tej wycieczki nie pamiętam , bo cały autobus , naturalnie oprócz kierowcy , się spił . Ja oczywiście też ( gdzie to zdrowie ) , bo nie wypadało inaczej i większość trasy albo spałem , albo śpiewałem . Jedynie co pamiętam , to następny dzień i podbite oko u koleżanki , która też popiła , też śpiewała i też spała , tylko miała pecha , że tę ostatnią czynność wykonywała na toruńskim pierniku . Niestety , był on w czekoladzie , co poskutkowało słusznym zdenerwowaniem męża , po jej powrocie ( trzeba patrzeć na czym się siada ) .
I nie jest prawdą , że mężczyzna może mieć rozstrojone nerwy tylko z powodu " bo zupa była za słona " .
Ale odszedłem od tematu . Po wyrobieniu paszportu . I tu muszę się pochwalić , że teraz nawet nie pytają czy w rodzinie ma się księdza , tylko paszport dają po trzech tygodniach . Ale czasy !!! Żeby tak wszystkim od razu ufać ?? Potem się dziwią , że tylu spekulantów mamy w kraju .
Młodszym przypomnę , że spekulant to ten , co taniej kupuje niż sprzedaje . Jak się dowiedzą o Allegro , wszyscy tu sprzedający będą mieli kłopoty . Na bank . Znowu , zamiast pisać o " Kuenkerze " to ja jakieś dygresje . Jak już miałem paszport , to zacząłem myśleć o euro .
Zebrałem wszystkie pieniądze . Nawet pożyczyłem od teściowej , mówiąc , że wezmę się za malowanie mieszkania , ale brakuje mi na farby . Uwierzyła !!! Skup waluty zacząłem od Allegro . Niejaki Arbiter , handlował nawet zestawami po 8 sztuk z 12 państw . Mówię sobie : hurtem - tanio . Miałem pecha . Widocznie nie tylko ja szykowałem się na Osnabrueck . Chętnych było tak wielu , że euro wyszło mi po 8 zł . Na szczęście szybko się zorientowałem , chociaż nie chwaląc się dwa kilo euro już uzbierałem , że na Zachodzie wydali te pieniądze też w banknotach . Chyba dość rzadkich , bo nie widziałem ich w sprzedaży na Allegro . Kolega z roboty powiedział mi , że można kupić je w kantorach , których po drodze do Niemiec pełno jak grzybów po deszczu .
Szwagier też włączył się w przygotowania . Zobowiązał się , że zrobi przegląd mojego malucha . Dużo nie weżmie . Zrobi to za połówkę . Kolejny kłopot miałem z głowy . Przecież auto to podstawa . Szczególnie dla mnie . Się nim jedzie , się w nim śpi , się w nim je . Ponieważ mam lekko 130 kg żywej wagi muszę nim jeżdzić z otwartym oknem , które służy mi do trzymania ręki na zewnątrz . Korzyści z tego płynące są : trzy . Po pierwsze w środku jest więcej miejsca dla mnie , a po drugie jak ręka na zewnątrz , to mniej ważę i fiacik mniej pali na setkę i po trzecie drzwi można domknąć .
Jak przestudiowałem mapę to mnie trochę zemdliło , bo się okazało że do Osnabrueck jest 800 kilometrów . Na dodatek w jedną stronę . Toć to dwa dni jazdy tam i dwa z powrotem . Ile to trzeba wałówki ? Dobrze , że to lato i noce ciepłe .
Ale jak ja się tam dogadam ? Ale kicha . Przecież na stare lata nie będę się uczył jezyków obcych . Przy obiedzie rodzinnym zapowiedziałem dzieciom , że mają tydzień czasu , aby nauczyć mnie liczebników . Po tym czasie już się jakoś porozumiewałem po niemiecku , oczywiście w zakresie o którym mowa wyżej . A ile było przy tym śmiechu . Mówię Wam , żeby zamiast dwadzieścia jeden mówić jeden i dwadzieścia . To trzeba wymyśleć ! Sądziłem , że Niemcy są bardziej praktyczni . Jednak na wszelki wypadek ściągę zapisałem na wewnętrznej stronie mankietu od koszuli . Przygotowania powoli zbliżały się ku końcowi . Jeszcze tylko koce , jedzenie i picie , kuchenka gazowa z butlą , antybiotyki , węgiel drzewny i inne niezbędne w podróży przedmioty . We wtorek rano wszystko było zapięte na ostatni guzik . Samochód umyty i załadowany . Kanapki przygotowane . Euro podzielone na trzy kupki . Ta najdroższa i przez moją niewiedzę najcięższa w specjalnie uszytym worku na szyji . Druga na drobne wydatki i benzynę w portfelu . Trzecia " w razie czego " w paszporcie . Naturalnie jeszcze 1000 zł , żeby wymienić na euro po drodze . Start nastąpił o 8 rano . Autko szło średnio ( wliczając w to postoje i tankowania ) 35 km na godzinę , a ja obserwowałem ceny w kantorach , obok których przejeżdżałem . W okolicach Poznania sprzedawali po 3,93 zł , a im bliżej Niemiec tym drożej . 50 kilometrów przed granicą chcieli już 3,96 za sztukę . Nie dałem . Wolałem wrócić 120 kilometrów i zapłacić 3,93 .
Po wymianie waluty mogłem już całą drogę myśleć o strategii zakupów . Ponieważ miała to być inwestycja na stare lata , uzgodniłem z moją , że trzeba kupić dużo i tanio z rozdziałów Danzig , Elbing , Thorn i Koenigreich Polen . Żeby mi się nie pomyliło , kartki z innymi monetami żona powyrywała mi z katalogu . Pozaznaczane miałem czerwonym flamastrem wszystko jak leci z ceną poniżej 100 euro . To miałem kupować . Znajomy co robił w Niemczech za murarza dwa lata i zna niemiecki perfekt , przetłumaczył mi mniej - więcej wstęp , z którego wynikało , że Kuencker boi się , że mu kiepsko pójdzie i będzie sprzedawał nawet 20 % poniżej ceny katalogowej . To już było dobrze . Myślę sobie , że Biedaczek słabo zna polski rynek numizmatyczny i dzięki temu każdy sobie coś skubnie .
W środę wieczorem byłem już na miejscu . Nie będę pisał o podróży , żeby Was nie nudzić .
Nawet się nie zdenerwowałem za mocno jak na stacji benzynowej połowicznie straciłem 2 euro . A wszystko przez tę reklamę , co idzie codziennie po wiadomościach , a przed filmem , w której chłopak je loda , mimo że jego zalotny uśmiech do koleżanki z tejże reklamy wskazuje , że na lody to on nie ma ochoty . Chłopak wrzuca do automatu 2 euro , za co tenże automat odwdziecza mu się lodem . Ja chciałem zrobić to samo , chyba jednak nie zrobiłem tak samo bo z dziury gdzie miał wylecieć lód w czekoladzie wyleciały dwie prezerwatywy . Niby strata nie jest duża , bom leciwy i mnie się nie przydadzą , ale za to prezent dla kolegi na imieniny mam jak znalazł .
Wieczorem w środę , wreszcie hotel w Osnabrueck . Na dodatek ten sam , w którym odbywała się aukcja . Jak z bajki .
Chyba spodziewali się dużo Polaków , bo przy wjeżdzie do garażu dali polski znak parkingu . No wiecie , takie duże " P " na niebieskim tle . Ale tu zacząłem się denerwować . Stoję przy wjeżdzie do podziemi 15 min . , 30 min . , godzinę a ciecia nie ma . Polazł nie wiadomo gdzie i barierki nie chce mu się otworzyć . Za mną kolejka coraz dłuższa . Inni też się niepokoją , kiwają rękami , trąbią , coś mówią . Podchodzą do mnie . Widać , że są zdenerwowani tak jak ja . Każdy coś gada , a ja tylko ja , ja , ja . Że niby mają rację . Myślę sobie , że takich pracowników to nawet w Polsce nie ma . Ale jak się okazało to nie była wina ciecia tylko moja , bo nie znam się na nowoczesnej technice . Wystarczyło nacisnąć przycisk , który był schowany w słupku , aby szlaban sam się otworzył . Takie tam mają urządzenia . Dałem plamę . A wszyscy mówili jedż do Kuenckera , to zobaczysz wielki świat . Mieli rację , tylko czemu mi nie powiedzieli o tym guziku w słupku .
Obudziłem się już o piątej . Mimo dwóch koców , nie da się dobrze spać w maluchu . A obok nie chciałem , bo nie lubię zbyt wielu pytań , na które mogłem być narażony . Toaleta , golenie , śniadanko , odświętna koszula ze ściągą na rękawie i o szóstej byłem już zwarty i gotowy do zakupów swego życia .
DUTJAR napisał prawie wszystko . Ja nie napiszę już nic więcej , bo na samą myśl znowu zaczyna mną telepać . I już prawie dnieje .
Omni
P.S. Może Zygmunt I trafiłby znowu do domu ?
P.S.2 Może C.D.N ?



C.D.

Parking tylko jedno piętro dzieliło od recepcji hotelowej . Pomyślałem , że mnie nie wygonią jak sobie gdzieś przysiądę , a przy okazji będę miał baczenie na wszystko . Starym zwyczajem zabrałem z auta okulary przeciwsłoneczne i gazetę , w której przedtem miałem kanapki . Założyłem okulary na nos i dla niepoznaki otworzyłem gazetę . Teraz miałem przewagę . Z za okularów mogłem patrzeć tam gdzie chciałem , nie budząc podejrzeń , że jestem ciekawski . A działo się . Oj działo .
Życie hotelowe budziło się powoli . A wiecie co wymyślili Niemcy ? Nie to nie Niemcy , to Polacy jakieś 30 lat temu , a Niemcy tylko zaadoptowali bezpłatnie to rozwiązanie do swoich potrzeb .
Mam na myśli sprzedaż wiązaną . Za komuny w Polsce jak człowiek chciał się napić w lokalu , to do 50 gramów wódki musiał dokupić zakąskę . Inaczej musiał być niedopity . No , ale śledż , albo ogórek kiszony pasują do wódki , natomiast czy pasuje śniadanie do pokoju hotelowego ? Chyba nie bardzo . A goście hotelowi , nie wiem czy dobrowolnie czy pod przymusem musieli przed zapłacenem rachunku za nocleg zjeść śniadanie .
Dobrze , że nie dokonałem rezerwacji pokoju w hotelu , bo nie lubię przymusu bezpośredniego , a i na szelążka jakiegoś pieniążków zostało więcej . Przepraszam za te dygresje , ale ich potrzeba jest we mnie silniejsza niż mój rozsądek .
Mając wiele czasu zacząłem zastanawiać się , który z gości to numizmatyk , a który znalazł się w tym hotelu przypadkowo . Jasnych kryteriów niestety nie znalazłem . Za to czs upływał szybko , a atmosfera gęstniała . Tym bardziej , że od czasu do czasu dało się słyszeć , oczywiście po polsku słowo klucz znane nie tylko z filmu " Seksmisja " . Słowo to z dużym prawdopodobieństwem można było przypisać niektórym ze zbieraczy z Polski , lub z polskim pochodzeniem . Aukcja miała zacząć się o 9.00 . O 8.00 już nie siedziałem , tym bardziej , że zauważyłem przez okno , że jacyś smutni panowie , w takich samych okularach jak moje zaczęli coś wnosić do sali aukcyjnej .
Dreptałem przed drzwiami coraz bardziej niecierpliwie . Nagle o 8.15 drzwi otworzyły się . Wszedłem do sali i oniemiałem . Wszystko pięknie przystrojone , jak w Domu Kultury podczas akademii z okazji wybuchu Rewolucji Pażdziernikowej , naturalnie w bardziej pastelowych kolorach . Najpierw zająłem trzy miejsca przy jednym stoliku poprzez zaznaczenie na krzesłach mojej obecności za pomocą : marynarki , teczki i etui od okularów . Ponieważ na sali byłem pierwszy wybrałem miejsca bardzo odległe od mównicy , ale za to dające gwarancję , że nikt nie będzie mi robił coś złego za plecami , bo tam była już tylko ściana . Dopiero wtedy popędziłem do długiego stołu gdzie trzech panów umożliwiało obejrzenie monet , które miały być sprzedawane . Tym bardziej , że zainteresowanych przybywało z minuty na minutę . Usiadłem przy stoliku , otworzyłem katalog i pokazałem palcem na numer 3418 oznaczający pierwszą monetę gdańską po czym przeciągle gwizdnąłem chcąc wyrazić zamiar obejrzenia wszystkich monet z Polską związanych , a jednocześnie zwrócić uwagę , że łatwo się mnie nie pozbędą i że będę okupował krzesło tak długo , aż zrealizuję swój zamiar w 100 % . Ludzie , oni zaczęli znosić mi te monety w szufladach i nawet nie patrzyli mi na ręce . Nosili jedną szufladę za drugą . Myślę , że wręcz ich poraził wygląd mojego katalogu aukcyjnego , który był tak sfatygowany poprzez brak kartek i odręczne opisy , razem z limitami na czerwono, że mógł na szeregowych pracownikach firmy " Kuencker " zrobić wrażenie , że mają przed sobą numizmatyka światowego formatu .
Ja raz pokazałem swój zbiór , koledze w podstawówce , nie patrząc mu na ręce . Kiedy skończył oglądać zabrakło w nim unikalnej w moim pojęciu , w tamtych czasach , 2-złotówki z żaglówką z okresu międzywojennego . Nie znalazłem jej przy nim mimo , że rozebrał się do skarpetek . Po 20-tu latach ruszyło go sumienie i zwrócił mi ją . A wiecie co się z nią stało ? Połknął ją . Teraz mogę powiedzieć , że ta moneta ma prowieniencje . Z taką historią może być ozdobą każdego zbioru . Mimo , że to słaba trójka kudy do niej jakiemuś talarowi z 1533 roku Zygmunta I , który kiedyś był w posiadaniu Erazma z Rotterdamu . Gdyby Erazm go połknął to co innego .
Jak sobie uświadomiłem , że na niektórych z szuflad są monety o łacznej wartości ponad 100000 zł i ja trzymam takie pieniądze w ręku , jakich przez całe życie nie zarobię , to oblewały mnie zimne i ciepłe poty na zmianę . Tak pięknych złotych monet , zgromadzonych w jednym miejscu to ja w życiu nie widziałem . Nawet w muzeum . Ze zdziwieniem zauważyłem , że na butach nie mam filcowych , muzealnych papci , a to co robię dzieje się w świecie rzeczywistym . Oczywiście złoto dentystyczne też się zdarzało , ale było w zdecydowanej mniejszości . Ze srebrem było znacznie gorzej . Ślady po uchu , igiełkowanie , polerowanie , naprawianie było widoczne na większości z oferowanych , szczególnie grubszych nominałów .
Na odchodne panowie podarowali mi dwa nowe , nieużywane katalogi aukcyjne , z których jeden zamierzam spieniężyć poprzez aukcję na Allegro .
Teraz spokojnie mogłem zająć miejsce przy stoliku . Oczywiście jedno . Dwa pozostałe zwolniłem . Natychmiast przysiadł się jeden allegrowicz z Warszawy i jakiś właściciel domu aukcyjnego z Belgii .
Do dziewiątej brakowało jeszcze pięć minut , ale sala już była pełna . Miałem czas , aby rozejrzeć się po niej .
A było co oglądać . Po powrocie opowiadałem o tym co widziałem swojej żonie przez 6,5 godziny i nawet się jej nie znudziło .
Chciałem zwrócić Wam uwagę tylko na niektóre elementy . Stoły pokryte obrusami . Na każdym z nich talerze pełne cukierków z prawdziwej czekolady . Tyle cukierków to ja widziałem tylko raz w życiu , u znajomego z Warszawy , który w latach 80-tych robił w Wedlu jako portier .
Wzdłuż prawej ściany stoły z napitkami ciepłymi , zimnymi i letnimi , tudzież dla tych co nie jedli śniadania talerze z kruchymi ciasteczkami . Szklanek było pod dostatkiem . A na dodatek to wszystko bezpłatnie . Z prawej strony od stołu prezydialnego wielki ekran do przeżroczy . Taki sam jakie mają w kościołach do wyświetlania słów kolęd , podczas Pasterki .
Wszystko , żeby tylko ułatwic ludziom licytację . Na sali , Polaków chyba ze czterdziestu .
Atmosfera coraz bardziej uroczysta . Punkt dziewiąta zasiadają do stołu cztery osoby . Pierwszy Pan Kuencker , którego znałem osobiście z fotografii w katalogu , drugi krótko ostrzyżony , jak mi się początkowo wydawało ochroniarz i dwie panie w charakterze nie w pełni mi wiadomym . Nagle ekran się rozświetlił , Pan Kuencker wstał i zapiął marynarkę . Zrobiłem to samo . Pomyślałem , że zaraz zacznie się śpiewanie hymnów , a na ekranie pojawią się ich słowa . Tak szybko jak wstałem tak usiadłem , bo Pan Kuencker zamiast zaintonować hymn zaczął ujmujące przemówienie . Potem wstała jakaś pani i zaczęła mówić po polsku , że jakby co to ona nam może pod przysięgą , bo jest zaprzysiężoną tłumaczką . Nie wiem czy skończyło się na deklaracjach czy ktoś skorzystał ?
Ja osobiście w kobiece przysięgi nie wierzę , ale pomysł organizatorów nawet mi się spodobał .
Po przemówieniu zaczęła się licytacja . Prowadził ją ten łysawy gość , który jak się okazało nie był ochroniarzem . Wreszcie uzyskałem odpowiedż na pytanie , po co ten wielki ekran ? Otóż wyświetlano na nim zdjęcia aktualnie licytowanych monet , oraz ich numer katalogowy . Co więcej . Na zewnątrz sali ustawiony był monitor od komputera , na którym również podawano numer właśnie licytowanej monety . Pierwsze 2,5 godziny to Brandenburgia i Prusy , co nie wzbudzało większego zainteresowania naszych . Pozwalało jednak oswoić się z atmosferą sali i wsłuchać w odgłosy aukcji . Przez pierwsze 5 minut ciągle coś mi cykało , a ja nie wiedziałem co . Na początku myślałem , że może ktoś jakąś bombkę na sali podłożył , potem że mam budzik w kieszeni , a na końcu okazało się , że to ten gość co prowadził aukcję jechał , jak ruska pepesza . Cwancyk , drajcyk , fircyk , fynfcyk , sechcyk . Odetchnąłem z ulgą , że to nie bomba zegarowa .
Naniosłem sobie do stołu , na wszelki wypadek ( bo naszych na sali dużo ) jedzenia i picia na zapas . Teraz miałem czas , aby spokojnie się rozejrzeć . Nasi skupieni . Na twarzach , u jednych uśmiech pokerzysty , u drugich stężenie pośmiertne , a u jeszcze innych totalny luz . Mniemam , że wyraz twarzy zależny był od zasobności portfeli i adekwatnego do tego stopnia ryzyka , które trzeba było podjąć . Teraz czas wyznaczały nie zegarki tylko numery wylicytowanych monet . Około 200 sztuk na godzinę . Powoli zbliżał się Gdańsk . Krótko przed nim poszła półtalarówka z Królewca z 1520 roku znana przed tą aukcją tylko w jednym egzemplarzu , która jak się okazało była najdrożej sprzedaną monetą . Nabywca zapłacił za nią 35500 euro .
Przed licytacją Gdańska zarządzono jeszcze 10 minutową przerwę na kawę i dla podgrzania emocji .
Po przerwie , licytacje zaczął z uwagi na powagę sytuacji sam właściciel . Jej przebieg wiernie oddał DUTJAR . Wyników też nie ma co podawać , bo zainteresowani mają je od wczoraj na www. Kuenckera . Myślę , że co najmniej połowa ze sprzedawanych na tej aukcji monet wróciła do kraju . I to jest w moim mniemaniu najważniejsze . Nie jest istotne kto , co i za ile . Ważne jest , że nasze środowisko powoli , ale systematycznie przywozi piękne i rzadkie monety do Polski . Ważne , że w przyszłości mogą one być rdzeniem , wokół którego bedą tworzone nowe Polskie zbiory . Ważne , że w Europie zaczynają traktować nas poważnie , czego dowodem była świetnie zorganizowana aukcja w Osnabrueck .
Jeśli ktoś czuje się urażony moim jarmarcznym sposobem przekazania tej relacji , to go serdecznie przepraszam .
A tego talara Zygmunta I Starego 1533 trochę jednak żal .
Może , jeśli będziemy więcej ze sobą rozmawiać to następnym razem tak łatwo go nie puścimy ?
Żeby tylko się gdzieś pokazał .
Omni
P.S. Faktycznie kupiłem dwa szelążki elbląskie i jeszcze parę innych drobiazgów . Nawet moja powiedziała , że są ładne . Tylko po co tak daleko jechałeś do Niemiec ? Przecież już masz ich dosyć .
O tym się nie dowie . Może kiedyś , po latach jednak to zrozumie .
Pozdrawiam,
Krzysiek

bobi68

  • Członkowie TPZN
  • Stały bywalec
  • *
  • Wiadomości: 715
Odp: zaczerpnięte z cafe allegro
« Odpowiedź #6 dnia: 25 Lipiec 2008, 13:00:34 »
Świetne pióro. Autor powinien to wydać w formie książki. Znakomity humor. :)
Pozdrawiam,Robert
TPZN 031

Mikołaj

  • Członkowie TPZN
  • Gaduła
  • *
  • Wiadomości: 1 465
Odp: zaczerpnięte z cafe allegro
« Odpowiedź #7 dnia: 25 Lipiec 2008, 13:48:15 »
Podobnie jak już słynna, by nie rzec przysłowiowa, gazrurka Marka :)
Ale opis wyjazdu do Reichu - absolutnie genialne i najlepsze.
Pozdrawiam
Mikołaj

TPZN nr 20

petroniusz15

  • Członkowie TPZN
  • Gaduła
  • *
  • Wiadomości: 2 094
  • tam dom twój gdzie serce twoje
Odp: zaczerpnięte z cafe allegro
« Odpowiedź #8 dnia: 22 Luty 2010, 16:07:37 »
żeczywiście , można sie uśmiać - taki numizmatyczny sołtys kierdziołek  ha ha
pomorze średniowieczne z krzyżactwem , polska królewska , prl obiegowe, IIrp obiegowe
członek TPZN nr 52

stasser

  • Członkowie TPZN
  • Gaduła
  • *
  • Wiadomości: 774
Odp: zaczerpnięte z cafe allegro
« Odpowiedź #9 dnia: 27 Luty 2010, 17:23:22 »
Przeglądając archiwum cafejki znalazłem coś takiego zdecydowanie poprawiającego humor:
http://www.allegro.pl/phorum/read.php?f=274&i=95160&t=95160&post_arch=1

Mając na uwadze, że linki archiwalne lubią ginąć, poniżej wrzucam treść, dość pozytywną moim zdaniem:

Autor : Largoo

Siedzę sobie przy gruszkóweczce i postanowiłem skalać to szacowne cafe swymi wypocinami.....
Kto nie chce niech nie czyta, kto wiary nie daje jego sprawa.
Rzecz miała miejsce dawno dawno temu, na początku XXI wieku... ktoś, gdzieś dał mi pospolitą, wytartą dziesięciogroszóweczkę... ot zwykła taka mała blaszka, siakiś orzeł cy cuś... dwie głowy z tyłu z z przodu data 1840... no nie żebyb wczesniej nigdy takiej nie widział  – ot dostałem i tyle... zasiliła miejsce w zaszczytnej przegródce mojego portfela współdzieląc ją z kartą zniżkową do pralni chemicznej.... i tak sobie leżała i o niej zapomniałem....
W roku zaszczytnym 2004 (pamiętam bo podwyżkę dostałem wtedy) wybrałem się z kumplami nad morze... kobiety w domu, my zwarci i gotowi wpakowaliśmy się w samochód i pojechaliśmy do Władysławowa.... Nie był to zwykły urlop bowiem pasję numizmatyczną dzielę „prawie na równi” z wędkarstwem... No i właśnie na kuter pojechaliśmy na morską wyprawę na dorsza... Szyper dosyć zmierzły, pogoda....... powiedzmy że nie było pogody... no i nas trzech na kołyszącej się łajbie z kijami w ręku i okrzykami szypra: „Łowicie czy pijecie !!!” ... Powiem tak: co mieliśmy złowić, to złowiliśmy – parę dorszy krótkich i jakąś tam belonę Olek złapał. Łącka śliwowica jednak na kołyszącej łajbie nie smakuje tak, jak przy grilu w górach, co dało się odczuć bardzo szybko. Przeszliśmy na piwko. I wtedy okazało się, ze Olek... niezwyciężony Aleksander.... pogromca górali... odkrył z przerażeniem, że ma chorobę morską... Jakie to szczęście że to nie ja !!! - pomyślałem..... Przecież miałbym po urlopie! Zabraliśmy się więc za łowienie mając świadomość, że Oleczek już długo na łajbie nie pociągnie i jeszcze kilka rybek padło. Potem szyper został uprzejmie poproszony przez Aleksandra o rychły powrót sowami: „Kur... zawracaj już !!!” i popłynęliśmy ku przystani. Wieczór spędzony przy piwku, jakieśtam tańce były nawet na plaży.... niestety Oluś nie dał rady i musiał zaprzyjaźnić się z Panią Muszlą Klozetową...
Następnego dnia wraz z drugim kumplem – Pawłem umówiliśmy się na powtórny rejsik ze znanym nam już szyprem Andrzejem. Olek nadal nie mógł... Gdy wychodziliśmy rankiem na kuter – Olek rzucił przez sen: „Zostaw mi twój portfel, bo musze iść coś zjeść a do bankomatu daleko” ... odparłem uprzejmie: „A na ch... Ci mój portfel?” – na to usłyszałem odpowiedź: „A na ch... Ci on na łajbie?” – tak, ten argument dotarł do mnie i portfel zostawiłem Olkowi. (tu wtrącenie małe – tekst pamiętam dokładnie, gdyż do teraz jest od stałym fragmentem naszych posiadówek przy piwku).
Nie będę pisał jak było kolejnego dnia na kutrze – skupię się na tym, co było dalej.... wieczorem siedzieliśmy sobie przy piwku, gdy nagle Olek stwierdzi coś w rodzaju: „wiesz – masz tam taką fajną monetę z 1840 roku – cenna jest?” ...... nie wiedziałem o co mu chodzi i przypomniałem sobie, że faktycznie kiedyś coś tam włożyłem do portfela. Sięgnąłem po portfel, wyciągam monetę – jest... faktycznie.... no ale ze zdumieniem stwierdziłem, że Oluś zabawił się w mincerza i wyrył na niej moje inicjały.... W Ż ...... przy obu głowach orła...
nie jestem zwolennikiem świadomego niszczenia tego co jest piękne (tu ukłon w stronę tego co dzieje się na allegro) ale przyjaciel to przyjaciel. Nudził się biedak jak się okazało i gdzieśtam monetę wygrzebał  Urazy nie mam. Przyozdobił, zrobił identyfikator – OK.
no i tak sobie siedzimy przy tym piwku i ja cały czas bawiłem tą monetką... i wtedy ktoś do nas podszedł i zapytał czy można się dosiąść bo wszystko zajęte.... (Ci co jeżdżą nad morze wiedzą o co chodzi) no i tym sposobem zyskaliśmy 2 dodatkowych kompanów..... z Otwocka byli... Od słowa do słowa i okazało się, że jeden z nich też cośtam zbiera. Pogadaliśmy, popiliśmy i na wychodne dałem facetowi tą dziesięciogroszówkę....
Potem powrót do domu, korki w Łodzi itd. itp.....
I tu przechodzimy do roku obecnego... Tydzień temu skończył mi się urlop.... 3 tygodnie.... mióóóóód !!!!!! ostatni tydzień spędzałem w górach – okolice Starego Sącza.... piękna rzeczka, klenie brały – ogólnie sympatycznie było. Pojechaliśmy sobie pewnego dnia na spływ Dunajcem, gdyż moja kobieta nie miała tej przyjemności wcześniej..... Dobiliśmy do Krościeńka.... od razu do baru – bo to 3 godziny bez piwka, a na urlopie to nie jest dobrze....
Szwędając się potem po miniryneczku w Krościeńku natrafilismy na cośw rodzaju „minitarguzewszystkimconiepotrzebne”... no i siedział tam dziadziuś z młynkiem do kawy, ruskim zestawem śrubokrętów, medalami radzieckimi, scyzorykiem, jakąśtam maszynką do włosów (chyba lokówka się toto nazywa) no i monetami..... Podchodzęwięc i pytam: „Ma Pan cościekawego?” ..... w odpowiedzi usłyszałem zachęcające: „To co widać”.... ach jak ja uwielbiam polską mentalność....... wprost z minionej epoki.... No to drążędalej: „A cośze starej polski Pan ma?” .... na to dziadziuś zmierzył mnie i stwierdził, że nie trafił na leszcza
Wyciąga klaserek z kieszeni a tam........ kilka półtoraczków.... jakieś 2 zjechane trojaki ZIIIW, kilka dienieżek i kopiejek i groszówki Królestwa Polskiego....
I tak spoglądam i mówię do dziadzia: „A pokaże mi Pan tego półtoraczka na chwilkę?” .... dziadziuś zmierzył mnie jak złodzieja, ale jednak wyciągnął i dał. Pomacałem, powąchałem i oddałem.... ale ze mnie niemiluch.... trudno. Pozwolił mi wziąć klaser do rąk i wertuję karteczki – całe 4 strony  Tak sobie przekładam i nagle z moich ust wydobył się przerażający ryk: „O KUR...A !!!!!!!” Możecie wierzyć lub nie – w tym klaserze u dziadka w Krościeńku była moja dziesięciogroszówka, sprytnie naznaczona przez Ola we Władku...
Myślałem że się wywrócę ze zdziwienia !!!! Zbiegła się do mnie cała moja „ekipa urlopowa” i pytają: „Co jest !!!”
A ja bez zastanowienia rzuciłem do dziadka: „PANIE !!! SKĄD PAN MA TĄ MONETĘ !!!” ..... na to dziadek ze zdziwieniem, że to stara rodzinna kolekcja i że jeszcze jego ojciec.. .bla bla bla.... przerwałem mu te brednie... „ILE ?!” zapytałem... a dziadzio widząc moje podekscytowanie stwierdził, że to jakiś rarytas i woła do mnie 100 zł.... na to ja, że oszalał chyba, a on na to, że to chyba jest cenna moneta. W rezultacie musiałem za nią wypłacić dziadziowi 60zł i monetę miałem w rękach.... cały wieczór piliśmy zdrowie „wużetki” i jej szczęśliwej podróży zakończonej powrotem do właściciela..... było warto dać te 60 zł za mój miniskarb  Zapewniam, że emocja związane z takim przeżyciem są niesamowite !!! Życzę wszystkim Wam takiej przygody ! ... Jak ona dostała się na drugi koniec Polski? nie wiem – pewno trudne to nie jest... ale ten zbieg okoliczności.... niesamowite !!!
Cieszę się strasznie, że ją mam – jak dziecko się cieszę... a bajki o starych rodzinnych kolekcjach niech lepiej zgasną śmiercią naturalną.....
Na koniec przepraszając za długaśny tekst i błędy w nim zawarte, życzę wszystkim Wam kolegom i koleżankom z cafe podobnej przygody...

http://img705.imageshack.us/img705/4715/90233285ir1.jpg
zaczerpnięte z cafe allegro



Pozdrawiam
Bartek

 

R E K L A M A
aukcja monet