Strona główna | Forum | Artykuły | Galeria | Kalendarz
TPZN - Forum numizmatyczne
Aktualności:
 
*
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?
25 Kwiecień 2018, 04:51:48


Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji


Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Przedsiębiorcy menniczni w Poznaniu  (Przeczytany 13076 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Shiver
Stały bywalec
***
Poland Poland


Wiadomości: 665


Zobacz profil
« : 11 Grudzień 2008, 00:27:34 »

V. Andrzej Lauffert
  Pochodził z Goslaru i prawdopodobnie około 1590 roku na wezwanie T. Buscha przybył do Poznania jako towarzysz sztuki menniczej. Gdy następca Buscha, Walenty Jahns otworzył w Wschowie nową mennicę, przeniósł się Lauffert do Wschowy i doczekał sie tutaj znacznego dla siebie awansu. Wobec tego, że Jahns był równocześnie dzierżawcą mennicy i w Poznaniu i w Wschowie, przeto musiał się zaufanymi ludźmi często wyręczać. Z jego przeto ramienia zarządzał mennicą poznańską Jan Dittmar, a wschowską Andrzej Lauffert.
  W Wschowie miał Lauffert do prowadzenia właściwie dwie odrębne mennice, wschowską miejską i wschowską skarbową czyli królewską, obie jednak prowadził w jednym budynku poza miastem na odpowiedzialność Jahnsa. Ten był z niego tak zadowolony, że zaprotegował go łaski królewskiej Zygmunta III. Pierwszym też aktem w sprawie Laufferta jest list króla z Krakowa pod datą 4 listopada 1594 roku do starosty wschowskiego Wacława Kiełczewskiego i do rajców wschowskich w sprawie bezpieczeństwa sławetnego Andrzeja Laufferta, mincerza. Niestety, nie wiemy bliżej, jakiego rodzaju niebezpieczeństwo mu zagrażało.
  Możliwe, że list ten królewski stał w związku z jego rodzinnemi sprawami. Fauffertr bowiem zaopiekował się po śmierci swego przełożonego Teodora Buscha wdową po nim Katarzyną i dziećmi, mianowicie córkami Dorotą i Marją. Wprawdzie urzędowo opiekunami ich, przez króla naznaczonymi byli dwaj obywatele wschowcy Jan Weber i Fabjan Wejchner, ale Lauffert tyle zabiegał, aż został ich pełnomocnikiem. Chodziło mu w tem o pozyskanie ręki ciepłej wdówki Katarzyny, czego też dokazał, poślubiając ją w 1595 roku.
  Od tej pory stanął jak to mówią na nogach. Z towarzysza sztuki mincerskiej stał się mistrzem, a przedewszystkiem ożeniwszy się z wdową po swoim szefie, nabrał powagi wobec innych towarzyszów. Jednakże z tego samego tytułu spadały nań i nie małe kłopoty. Oto gdy wykryło się, że tak Busch jak i Jahns prowadzili mennicę wschowską bez zezwolenia podskarbiego, jako własną i prywatną oficynę, wówczas z rozporządzenia królewskiego skonfiskowano majatek Buscha i darowanego niejakiemu Franciszkowi Gallowi, prawdopodobnie delatorowi. Równocześnie urząd miejski w Wschowie został wezwany, by rozporządzenie królewskie wykonać i majatek Buscha Gallowi przekazać. Majątek ten jednak był juz w rękach Laufferta jako męża Buschowej, stąd procesy, skargi i gwałty, które dużo zostawiły śladów w aktach grodzkich i radzieckich Wschowy.
  Równocześnie Lauffert awansuje jeszcze dalej. Oto gdy okazało się w ciągu roku 1595, że mennica wschowska była nielegalna, musiał z dzierżawy ustapić Walenty Jahns, a od połowy 1595 naczelnym zawiadowcą i administratorem mennic królewskich w Poznaniu i Wschowie został Herman Rüdiger. Ten był niefachowcem, wobec czego musiał mieć zaufanych przy sobie mincerzy. Otóż jednym z nich został teraz Andrzej Lauffert, mianowany w połowie 1959 roku kierownikiem technicznym obu mennic poznańskiej i wschowskiej. Dnia 12 lipca 1595 złożył w grodzie poznańskim przysięgę na wierne sprawowanie swoich obowiązków w takich mniej więcej słowach:
  „Ja Andrzej Lauffert mincmistrz w Poznaniu i Wschowie przyrzekam tą moja przysięgą wobec Boga i Jego świętego słowa, że tak, jak przystoi porządnemu i uczciwemu człowiekowi, posłuszny będę Panu Hermanowi Rüdigerowi, kierownikowi mennic wielkopolskich, i obie mennice w Poznaniu i Wschowie będę prowadził na podstawie prześwietnej ordynacji koronnej, która w roku 1580 na sejmie warszawskim omówiona i uchwalona została, oraz przez wielmożnego i szlachetnego podskarbiego koronnego, pana Jana Firleja, pod jego pieczęcią do rąk pana Rüdigera oddaną została. Pragnę przeto trzymać się wiernie tejże ordynacji przy biciu wszelkich sort monet, wielkich i małych, złotych i srebrnych według przepisanego ziarna i śrótu, tak aby nie mozna było u mnie znaleść ani śladu jakichkolwiek braków. Gdyby przecież jakąś nierzetelność u mnie znaleziono, czego niechaj Bóg broni, to zobowiązuję się w imieniu własnem i moich dzieci, odpowiadać za to swojem życiem i majątkiem wobec pana Rüdigera i jego spadkobierców, jakoteż wszystkie szkody mennicy dotyczące zwrócić mu w zupełności bez dalszych procesów. Również zobowiązuję się wskazać mu wszelkie fałszerstwa, jakie do mojej świadomosci dotrą, tak w jego jak i w moim interesie. Tak mi dopomóż Bóg i jego prawdziwe słowo przez Jezusa Chrystusa, Amen”.
  Kontrakt zawarty równocześnie między Rüdigerema Lauffertem, polegał na dzierżawie przez tegóż obu mennic królewskich, poznańskiej i wschowskiej i płaceniu do rąk Rüdigera pewnego za nie czynszu. Kontraktu tego niestety nie znamy, ale nie musiał opiewać na długie terminy, może tylko do końca roku 1595. W każdym razie obowiązki, jakie Lauffert wziął na siebie były bardzo ciężkie, gdyż chodziło o prowadzenie mennic w dwóch dość odległych od siebie miastach, pilnowanie tu i tam personelu fabrycznego, staranie się o surowiec, prowadzenie rachunków etc. To zdaje się było też przyczyną, że Lauffert wytrwał w tym kontrakcie tylko do końca 1595 roku i z końcem roku zrobił z Rüdigerem nowy, ograniczając się tylko do mennicy wschowskiej. Możliwe, że zanadto wielkim ciężarem były dla niego także nowe opłaty, jakie na mennice nałożono. Oto właśnie w sierpniu 1595 wyszedł z Krakowa list królewski, oddający nadzór nad mennicą wschowską w ręce Wacława Kiełczewskiego, starosty wschowskiego i dworzanina królewskiego. Do tego przywiązana była pensja roczna 200 talarów, którą z dochodów swoich winna była mennica wschowska pokrywać.
  Jest równiez pewnem, że Lauffert miał jakieś nieprzyjemności ze strony podkomorzego Stanisława Cikowskiego, właściciela mennicy w Bydgoszczy, na tle zdaje się niewykonanego kontraktu. Są bowiem ślady, że Lauffert mając w 1595 w swoich rękach mennice w Poznaniu i Wschowie, starał się i o trzecią oficynę wielkopolską, w Bydgoszczy, do Stanisława Cikowskiego należącą. Cikowski miał jakieś zatargi z Rüdigerem wobec tego chętnie wdał się w pertraktacje i dnia 12 sierpnia 1595 roku zawarł kontrakt z Lauffertem za pośrednictwem swego pełnomocnika Charmęskiego. O treści kontraktu nie wiemy, ale przypuszczać można, że była to umowa o dzierżawę mennicy Bydgoskiej.
  Otóż jest wielce prawdopodobne, że Lauffert umowy tej nie dotrzymał, bo dotrzymac nie mógł. Przez jej zawarcie wszedł w drogę Rüdigerowi, swemu dotychczasowemu szefowi, który może dlatego nie odnowił z nim kontraktu na mennicę poznańską i może nawet nie pozwolił mu wykonywać obowiązków w Bydgoszczy. Skutek tych nieudanych zabiegów był taki, że na rok 1596 udało się Lauffertowi odnowić zaledwo kontrakt na mennicę wschowską, ale też ściągnąć na siebie nieprzyjaźń Rüdigera i spory i kłopoty z Cikowskim o niedotrzymanie umowy. Gromadziły sie przeto nad jego głową groźnie chmury, pełne kłopotów, nieprzyjemności i strat materjalnych. Lauffertowi zależało naturalnie przede wszystkiem na dobrych stosunkach z Rüdigerem, bez żalu zatem odstąpił mu prawa do mennicy bydgoskiej. Jednakże podkomorzy Cikowski czuł się tem złamaniem kontraktu poszkodowany, zgłosił nieznane bliżej pieniężne pretensje i niepokoił go w ten sposób, że Lauffert żądał nawet opieki i obrony od Rüdigera. Jeszcze 18 marca 1696 wpisuje w grodzie kościańskim swoją protestację, że Rüdiger, od którego mennicę wschowską arenduje, nie chce bronić go dostatecznie przeciw nieuzasadnionym pretensjom Cikowskiego. W kontrakcie ostatnim, zobowiązał się wprawdzie Rüdiger do utrzymania Laufferta na mennicy wschowskiej pod karą 400 złotych, jednakże zdaje się, że wolał przyjaźń z Cikowskim aniżeli mały czynsz dzierżawny od Laufferta. Szukał zatem sposobności, aby tego mógł się pozbyć.
  Skorzystał przeto z nieobecności Laufferta, kiedy w mennicy wschowskiej był tylko braj jego Henryk Lauffert i zjechał niespodzianie do Wschowy na szkontrum. Kazał otworzyć sobie całe jego mieszkanie i wszystkie sale fabryczne, oraz sporządzić spis wszystkich ruchomości tak jakby obkładał je aresztem. Obecny przy tem brat Andrzeja, Henryk Lauffert protestował daremnie, potem zaniósł nawet swój protest do grodu wschowskiego i kazał go zapisać pod datą 27 marca 1596 roku. Wszystko to na nic się nie zdało. Rewizja dała jak się zdaje wynik dla Laufferta niepomyślny tak, że do Wschowy jak się zdaje już nie wrócił i z dzierżawy mennicy jeszcze przed terminem został usuniety.
  Lauffert mimo iż w przysiędze swojej obiecywał fabrykować duże i małe, złote i srebrne monety, przecież ograniczył się do bicia tylko tych gatunków drobnych, które największe dochody mogły były przynosić, a to do szelągów, trojaków i szóstaków koronnych. Wszystkie swoje wyroby sygnował znakiem podobnym do rusztów, albo dwóch czwórek razem złączonych.
  Pozbawiony mennicy wschowskiej wyjechał Lauffert z Polski zupełnie. Widzimy go naprzód w rodzinnym Goslarze, potem w 1617 wardajnem mennicy książęcej w Lüneburgu, wreszcie w 1618 w służbie hrabiów Stolbergów. Od tego czasu ślad po nim ginie zupełnie.


Tekst Mariana Gumowskiego opublikowany w "Kronice Miasta Poznania" w 1927 roku. Całość (XVIII rozdziałów) wkrótce.
Zapisane

Pozdrawiam,
Krzysiek
nabializm
TPZN 005
Członkowie TPZN
Gaduła
*
Poland Poland

Legitymacja: TPZN nr 005
Zainteresowania:
Cesarstwo Rzymskie III/IV wiek

Wiadomości: 2 720



Zobacz profil
« Odpowiedz #1 : 14 Grudzień 2008, 11:12:48 »

Cytuj
Całość (XVIII rozdziałów) wkrótce
Czy całość będzie można przeczytać na Twojej stronie? Uśmiech kawał dobrej roboty jak dotarłeś do tego materiału z 1927 roku?
Zapisane

Prezes TPZN 005 w stanie spoczynku
- Maciej Nabiałek: ncr3i4@gmail.com
Shiver
Stały bywalec
***
Poland Poland


Wiadomości: 665


Zobacz profil
« Odpowiedz #2 : 14 Styczeń 2009, 10:40:24 »

VI. Henryk Lauffert
  Gdy w marcu 1596 Andrzej Lauffert, kierownik mennicy wschowskiej opuszczał ją, aby już więcej do niej nie wrócić, zostawił zdaje się dla pozoru pełnomocnika w osobie swego rodzonego brata, Henryka. Ten z pewnością nie spodziewał się, jakie kłopoty spadną nań z tego tytułu. Oto po kilku dniach musiał być świadkiem, jak zjechał niespodziewanie na rewizję mennicy generalny dzierżawca mennic wielkopolskich, Herman Rüdiger i razem z burmistrzem i ławnikami wschowskimi przeprowadził rewizję domową i dokładne szkontrum całej fabryki, które bardzo na niekorzyść brata Andrzeja wypadło.
  Henryk nie wierzył w przegraną sprawę starszego brata. Zaniósł przeto dnia 27 marca protestację do grodu wschowskiego na to bezprawne jego zdaniem postępowanie Rüdigera i magistratu, a i potem bronił energicznie sprawy brata jako pełnomocnik, przez kilka jeszcze miesięcy. Aż do lipca 1596 występuje w obronie brata w rozmaitych aktach tak wschowskich jak i poznańskich, ale gdy widział, że brat uciekł za granicę i wracać do Polski nie myśli, gdy poznał, że sprawa jego jest całkowicie już przegrana, dał dalszej walce spokój i począł dla siebie oglądać się za jakiemś stanowiskiem.
  Wobec spotu z Rüdigerem było widoczne, że w Wielkopolsce posady w żadnej mennicy nie otrzyma. Udał się przeto wprost do podskarbiego Firleja i rzeczywiście uzyskał od niego stanowisko w mennicy królewskiej w Lublinie. Widzimy go tam w marcu 1599 roku jako probierza, pracujacego razem z mincmistrzem Hanuszem Eckiem. Zdaje się, że obaj na spółkę dzierżawili tę mennicę koronną w Lublinie, co najmniej od połowy 1598 roku, po ustąpieniu z niej Melchiora Roesnera, a możliwe że i przedtem w niej pracowali.
  Z tych czasów lubelskich znany jest list Henryka Laufferta (pisze się tu Lofferdts) i jego spólnika Hanusza Ecka pisany do Szymona Lidmana, kierownika mennicy litewskiej w Wilnie. Donoszą w nim koledze, że już od roku za wiedzą i wolą podskarbiego nie trzymają się mennice koronne ściśle ustawy z 1580 roku i biją już nie 83, lecz 84 sztuk trojaków z jednej grzywny srebra. Dzieje się to zaś dlatego, że cena srebra poszła w górę i wyrabiając tylko 83 sztuki, musieliby mincerze dopłacać i tracić  ).
Jak długo Lauffert utrzymał sie w Lublinie na stanowisku probierza, nie wiadomo, może aż do zamknięcia mennicy w 1601 roku, kiedy to wszytkie mennice koronne uchwałą sejmową pozamykane zostały. W każdym razie spółka z Eckiem musiała ustać, z powodu, że dawny dzierżawca, gdańszczanin Roeszner wrócił w 1599 na swoje stanowisko. Gdy jednak w ciągu 1601 ruch w fabryce zastanowiony został, musiał Lauffert oglądnąć się znowu za nowem źródłem dochodu. Wrócił wówczas do Wielkopolski i osiadł, jak się zdaje, w Poznaniu, gdzie właśnie niejaki Engelbert Geelen wydzierżawił od miasta prawo mennicze i w 1601 puścił w ruch mennicę miejską denarową. Są ślady, że u niego właśnie znalazł Lauffert pracę, ale że równocześnie próbował, czy nie uda mu się podobnego interesu zrobić w Wschowie.
  Wschowa posiadała również od wieków prawo mennicze i wszyscy dotychczasowi dzierżawcy mennicy królewskiej, robili jednocześnie kontrakt z miastem co do mennicy miejskiej. Ostatnim z nich był Dawid Grundschloss, któremu jednak kontrakt kończył się w 1603 roku. W tym więc kierunku poczynił Lauffert zabiegi, które rzeczywiście doprowadziły do podpisania dnia 7 kwietnia 1603 roku kontraktu, oddającego mu na 1 rok w dzierżawę mennicę denarową we Wschowie. Czynsz roczny, jaki miał miastu płacić, ustalono na 80 złp.
  Mimo to Lauffert posady rzeczonej nie objął, lecz ustąpił ją Walentemu Jahnsowi, który już dawniej przed 1594 tu pracował. Przyczyną, jak się zdaje, były stosunki rodzinne i nowe świetniejsze jeszcze stanowisko, jakie mu właśnie dostało się do ręki. Oto stosunki z Geelem doprowadziły go do do tego, że począł bywać w jego domu, gdzie córka Geela Marjanna była panną na wydaniu i przedstawiała partję nie do pogardzenia. Rzecz skończyła sie na ślubnym kobiercu, co zapewniło Lauffertowi poparcie teścia w dalszych swoich zabiegach. Celem ich było teraz zyskanie stanowiska generalnego probierza koronnego, opróżnionego po ustąpieniu Kaspra Rytkiera. Było to już wysokie i intratne stanowisko, gdyż przywiązana była do niego pensja 600 zł rocznie, oraz 100 zł od każdej mennicy z osobna. Wprawdzie od 1601 r. odpadły dochody z mennic, gdyż te były nieczynne, ale pozostało jeszcze wynagrodzenie ze skarbu królewskiego, które już pewne oparcie stanowiło.
  Cel swój Lauffert osiągnął, chociaż nie wiemy dokładnie, kiedy został mianowany probierzem generalnym. W 1608 roku był nim już od lat kilku, a zatem jak przypuszczam od 1603. Z pensji jednak, jaką ze skarbu pobierał, nie był zadowolony, była dlań za mała, tak że postanowił wreszcie wystarać się o jakieś uboczne zajęcie. W połowie 1608 roku zwrócił się po raz drugi do Wschowy, gdzie od lat kilku mennica już spoczywała z powodu, jak się zdaje, zbyt dużych kosztów, a zbyt małych zysków, jakie przynosiła dzierżawcy. Miasto nakłaniało Laufferta do objęcia dzierżawy, ten jednak nawiązał wpierw pertraktacje z podskarbim Janem Firlejem, przedstawiając mu, że pobory generalnego probierza są obecnie tak małe, że on musi o tę dzierżawę się starać, że jednak by mu ją umozliwić, winien podskarbi dać mu jeszcze pewne koncesje w tym kierunku.
  Podskarbi widać zadowolony był z dotychczasowej działalności Laufferta i dlatego pod datą 19 maja 1608 wystawił mu w Krakowie przywilej, że o ile obejmie dzierżawę mennicy miejskiej w Wschowie, będzie mu wolno dla zmniejszenia kosztów bicia fabrykować jednostronne denary, a nie dwustronne jak dotąd. Był to przywilej nie dla miasta, ale osobiscie dla Laufferta wydany na tak krótko, dopóki bedzie probierzem generalnym i dopóki tę dzierżawę będzie trzymał  ).
  Na tej podstawie dopiero wszedł Lauffert w pertraktacje z magistratem wschowskim i dnia 25 sierpnia 1608 podpisał kontrakt dzierżawny. Przywilej podskarbiego usyskał wprawdzie potem, dnia 3 maja 1608 potwierdzenie królewskie, ale mimo to nie przyniósł Lauffertowi znaczniejszych korzyści. Możliwe, że denarków jednostronnych, jako niezwykłej nowości, nie chciano w mieście przyjmować, że były z niemi trudności w handlu, dość, że w 1610 wrócono znowu do monetek dwustronnych jak dawniej i na nich też czynność mennicy miejskiej urwano w najbliższych latach. Denarki wschowskie z tych czasów nie posiadają już roku, tak że nie można stwierdzić, jak długo fabryka naprawdę funkcjonowała. Są ślady, że przetrwała do 1616 roku.
  W tych samych latach występuje Lauffert w Poznaniu i Wschowie w kilku ciekawych sprawach. Jako probierz generalny Królestwa Polskiego prowadzi dochodzenia karne w 1610 i 1611 przeciw Dawidowi Grundschlossowi, złotnikowi wschowskiemu, który już w latach 1599-1603 prowadził mennicę miejską, a potem usunąwszy sie z niej, zaczął próbować fałszowania monet. Z drugiej strony sprawy familijne wywołały Laufferta do Poznania, gdzie właśnie z początkiem roku 1611 umarł teść jego, Engelbert Geelen, mincerz poznański. Geelen był dzierżawcą mennicy miejskiej i fabrykował drobne denarki po 16 za grosz, tak jak dawna ordynacja przepisywała. Na mieście jednak kurs tych denarów był nieco niższy, gdyż ludzie rachowali je po 18 za grosz, stąd ciągłe spory i kłopoty, które jednak dopiero po śmierci Geelena wybuchły ze zdwojoną siłą. Oto dnia 15 kwietnia 1611 zaskarżył magistrat sukcesorów Geelena mincerza o odszkodowanie za to, że ośmielił się bic monetę rzekomo wbrew przywilejom i kontraktowi.
  Sukcesorami tymi byli wdowa Małgorzata i dzieci Andrzej, Henryk i Marjanna zamężna Lauffertowa. Wobec tego Henryk Lauffert występuje teraz jako opiekun dzieci Gellena, co więcej jako ten, którem zmarły prawa swe do mennicy poznańskiej odstąpił. Wpisuje zatem protestację do aktów godzkich kościańskich przeciw magistratowi poznańskiemu i rozpoczyna proces, tembardziej, że magistrat zaraz po śmierci Geelena kazał mennicę opieczętować. Na protest Laufferta wnosi magistrat poznański do tychże aktów kościańskich replikę przez pełnomocnika swego Joachima Starościńskiego, w której wykazuje, że dzierżawa mennicy miejskiej oddaną została Geelenowi tylko do osobistego korzystania i że na sukcesorów przejść w żaden sposób nie mogła, a wobec tego cessja praw menniczych na rzecz Henryka Laufferta jest nieważna bez zezwolenia magistratu.
  Sprawa dla Laufferta nie była do wygrania. Proces mimo rozmaitych pozwów i protestów skończył się dla niego niekorzystnie, gdyż jeszcze w lecie 1611 roku mennica poznańska przesżła w ręce kogo innego, mianowicie Jana Bekera z Magdeburga. Lauffertowi została się jego mennica miejska w Wschowie i stanowisko probierza generalnego królestwa. Pozostał jednak w Poznaniu, gdzie był obywatelem, a więc miał tu jakąś realność i stąd też nawiązał stosunki w zupełnie innym kierunku, a mianowicie z Brandenburgią.
  Już na początku 1607 roku, przed objęciem mennicy miejskiej w Wschowie, gdy szukał na wszystkie strony pracy i zajęcia, zwrócił sie do niejakiego Henryka Pyrka, widocznie znajomego swego w Niemczech z prośbą, by ten polecił go u dworu elektora Jana Fryderyka brandenburskiego. Pyrk jednak zamiast do dworu, napisał za nim do namiestnika Nowej Marchii Kaspra Bergera. Przedstawił go jako zdolnego przedsiębiorcę, który obiecuje urządzić elektorowi intratną mennicę w Drezdenku nad granicą polską. Nie mogąc się doczekać odpowiedzi, pisze sam Lauffert wprost do elektora do Berlina pod datą 16 lutego 1607 roku z Poznania. W piśmie tem proponuje urządzić mu mennicę, a jako najodpo-wiedniejsze dla niej miejsce wskazuje na Drezdenko, właśnie dlatego, że leży nad granicą polską, a z Polski, jak twierdzi, można będzie z łatwością zyskać dużo srebra do bicia z powodu, że właśnie teraz są polskie mennice nieczynne. Tak samo jest niedaleko z Drezdenka do Gdańska, gdzie również każdego czasu można srebra i złota nabyć pod dostatkiem.
  Planem Laufferta zainteresował się elektor i polecił Bergerowi bliżej tę sprawę zbadać. W lipcu 1607 przyjechał Lauffert do Kistrzyna, odbył konferencję z namiestnikiem i dnia 14-go tegoż miesiąca wręczył mu osobny memorjał i swoje warunki w tym przedmiocie. W piśmie tem oświadczył gotowość wybijania monet jakich tylko elektor będzie sobie życzył, od dużych złotych portugałów począwszy, a na drobnych bilonowych fenigach skończywszy. Może wybijać i dukaty węgierskie i talary oraz półtalary cesarskie, grosze śląskie i trzeciaki i inne. Najmilej by mu było fabrykować monety na stopę śląską książąt brzeskich, najtrudniej zaś szelągi pojedyńcze i podwójne, gdyż takiego gatunku monet jeszcze nie zna. O ile mennicę projektowaną otrzyma w arendę, obiecuje płacić elektorowi rocznie 300 talarów, każdy po 24 grosze, ale tylko wtedy, o ile na cele fabryczne otrzyma wolno dom i maszyny, w przeciwnym razie zapłaci w pierwszym roku tylko 100 talarów. Jeżeli jednak da się mu przynajmniej materjał budowlany w naturze, zapłaci 150 talarów w pierwszym, a 300 talarów w następnym roku i w dalszych.
  Memorjał powyższy, pod którym podpisał się Lauffert z tytułem wardajna menniczego polskiego, dał władzom brandenburskim dużo do myślenia. Chodziło bowiem o wprowadzenie monety nowej, nie bardzo odpowiadającej tym gatunkom i wartościom, jakie dotychczas w kraju panowały. Obawiano się protestu ze strony stanów dolnosaskich, a z drugiej strony nie chciano pozbywać sie ponętnego dochodu 300 talarów rocznie. Dnia 2 października 1607 roku pisze namiestnik Berger do elektora, uspakajając go, że po otwarciu mennicy w Drezdenku nie będą chyba stany krajowe robiły mu wyrzutów, że bije monetą na stopę cesarską i śląską, gdyż przecież miasto to leży nad samą granicą polską, a monety bić się mające, będą lepsze niż dotychczasowe. Gdyby jednakowoż zarzuty się podniosły, to Berger radzi przenieść tedy mennicę do Krosna lub Cylichowa w pobliże granicy śląskiej, gdzie już śląska stopa mennicza nie będzie nikogo razić.
  Te pertraktacje i rozważania projektu Laufferta przeciągły się aż do 1608 roku i urwały się nagle wskutek choroby, a potem śmierci elektora. Widząc, że plany jego brandenburskie na razie przynajmniej się rozwiały, uderzył Lauffert w stronę Wschowy i właśnie w 1608 wziął tu w dzierżawę mennicę miejską, a w 1610 starał się nawet o poznańską. Gdy się mu jednak tu nie powiodło, zwrócił się znowu w 1611 lub z początkiem 1612 roku do Brandenburgii i ponowił swoje oferty. W jaki sposób chciał pogodzić swoją służbę polską, gdyż zawsze jeszcze był generalnym probierzem albo wardajnem koronnym, ze służbą dla państwa sąsiedniego, to już tajemnica jego i ówczesnych stosunków, które na te rzeczy nie zwracały zbytniej uwagi. Niewątpliwie jednak plany Laufferta były dla Polski ekonomicznie szkodliwe. Mennica bowiem w Drezdenku nie tylko miała z Polski ściągać srebro do przekucia u siebie, ale i moneta w Drezdenku bić się mająca, przeznaczona była nie tyle dla Brandenburgii, ile dla Polski, by tutaj z zyskiem w kurs mogła być puszczana.
  Tym razem udało się Lauffertowi doprowadzić do końca rokowania i uzyskać nareszcie zgodę elektora Jana Zygmunta. Szczegółów kontraktu nie znamy, ale faktem jest, że w 1612 mennica w Drezdenku została otwartą i do 1615 czynną. Monety, jakie tu Lauffert wybijał, były to grosze książęce zwane też półtorakami, oraz talary i może dukaty brandenburskie, znaczone wszystkie literami HL lub jego monogramem. Te to monety, a zwłaszcza półtoraki wprowadzane masowo do Polski były przyczyną, że rząd polski w celu niejako samoobrony widział się zmuszony już w 1614 otworzyć na nowo mennicę koronną w Bydgoszczy i podobne półtoraki, ale już na stopę polską w obieg wprowadzić.
  Także i u stanów brandenburskich nowa moneta z Drezdenka puszczana nie wzbudzała entuzjazmu. Stany górnosaskie na sejmiku w Lipsku dnia 22 maja 1614 uchwaliły rezolucję, że elektor brandenburski bezprawnie wybija w Drezdenku swoje grosze, talary i dukaty i zażądały zamknięcia tejże mennicy. Uchwały te i żądania powtarzały się odtąd parokrotnie, tak że wreszcie elektor nie chcąc się dalej narażać, kazał w 1615 fabrykę zamknąć  ).
  W ciągu całego tego okresu, Lauffert mieszkał na stałe w Poznaniu i tylko dojeżdżał naprzód do Wschowy, potem do Drezdenka. Równocześnie nie przestał być w służbie rządu polskiego jako probierz generalny. Jeszcze w 1617 nazwany jest sługą króla polskiego, czyli że cała działalność jego w Drezdenku, tak dla nas dziś podejrzana, nie była mu zupełnie brana za złe. Nie długo jednak potem juz urząd swój piastował. Dnia 5 października 1619  piszą już o nim jako o zmarłym.
Zapisane

Pozdrawiam,
Krzysiek
Wrocek
Członkowie TPZN
Gaduła
*
Poland Poland

Legitymacja: TPZN nr 033

Wiadomości: 841


Zobacz profil
« Odpowiedz #3 : 15 Styczeń 2009, 08:42:40 »


Bardzo fajne teksty  Uśmiech
Mam nadzieję, że nastąpi ciąg dalszy  !

Pozdrawiam
Wrocek
TPZN 033
Zapisane

TPZN 033   V-ce Prezes w stanie spoczynku
Shiver
Stały bywalec
***
Poland Poland


Wiadomości: 665


Zobacz profil
« Odpowiedz #4 : 10 Luty 2009, 18:02:33 »

VII. Jan Dittmar
  Do zaufanych współpracowników Walentego Jahnsa, którzy podobnie jak bracia Lauffertowie przybyli z nim z Goslaru, należał również inny mincerz poznański, Jan Dittmar, którego piszą również Dithmar i Dytmar. Czy i on pochodził z Goslaru, nie wiadomo, ale to pewna, że w 1594 był nie tylko zaufanym Jahnsa, ale występuje nadto jako prowizor czyli administrator mennicy królewskiej w Poznaniu. Było to naturalne wobec tego, że Jahns był dzierżawcą nie tylko mennicy poznańskiej, ale i wschowskiej i widząc dla siebie lepsze widoki w Wschowie, tam się przeprowadził, a dyrekcję fabryki poznańskiej zdał tylko na Dittmara.
  Dittmar był zatem pełnomocnikiem Jahnsa w Poznaniu i w tym charakterze wnosi do ksiąg grodzkich w Wschowie pismo króla Zygmunta III z dnia 24 października 1594 roku potwierdzające przywileje jego szefa Jahnsa. Gdy jednakże w połowie 1595 roku nastapił upadek Jahnsa, wykrycie szeregu nieprawidłowości i w następstwie ucieczka tegoż za granicę, temsamem upadło również i znaczenie Dittmara, który nie tak sprytny jak inny, nie skorzystał ze sposobności i przy następujących teraz zmianach personalnych pozostał w cieniu. W miejsce Jahnsa został bowiem generalnym dzierżawcą Herman Rüdiger, a jego pełnomocnikiem w Poznaniu Andrzej Lauffert. Dittmar zaś został dalej na skromnem stanowisku mincerza poznańskiego.
  Dopiero po jakimś czasie przekonał się Rüdiger, że zły zrobił wybór, ustanawiając Laufferta zastępcą swoim w Poznaniu. Nie odnowił przeto z nim kontraktu, ale dnia 1 stycznia 1596 roku zawarł nowy kontrakt z Dittmarem, czyniąc tegoż przełożonym nad mennicą poznańską. Nowe obowiązki objął Dittmar jednakże dopiero dnia 1 lipca i piastował je, jak się zdaje, przez rok, tj. do 1 lipca 1597, poczem dzierżawa przesżła na spółkę Jana Brüssela i Jana Thake.
  Równocześnie rozszerza Dittmar swoją działalność i na Wschowę, gdzie tymczasem ustapił Andrzej Lauffert, a nawet jego następca Dawid Grundschloss. Z obu był Rüdiger niezadowolony i dlatego dnia 11 lutego 1597 zawarł nowy kontrakt z Janem Dittmarem, oddając mu w dzierżawę i mennicę wschowską. Kontrakt ten wpisany dnia 13 lutego 1597 do ksiąg grodzkich w Wschowie, zawarty został na dwa lata i do tego pod zakładem 100 czerwonych złotych.
  W ten sposób Dittmar jak i wielu innych przedsiębiorców, został równocześnie dzierżawcą dwóch mennic koronnych w Poznaniu i Wschowie. Ponieważ osobiście nie mógł obu fabryk prowadzić, pozostał sam w Poznaniu, natomiast pełnomocnikiem, a może nawet poddzierżawcą w Wschowie ustanowił niejakiego Ernesta Knorra, również zawodowego mincerza.
  W połowie 1597 skończył się jednak kontrakt poznański Dittmara, o którego przedłużenie nie ubiegał się, jak się zdaje, wcale. Również nie mamy żadnego śladu, aby oddał się teraz pracy w mennicy wschowskiej. Ostatni raz widzimy Dittmara u boku Hermana Rüdigera w grodzie wschowskim, kiedy protestuje razem z swoim szefem przeciwko Grundschlossowi, byłemu mincerzowi wschowskiemu. Od tego czasu znika nam Dittmar zupełnie. Prawdopodobnie niedługo potem, gdy w 1601 zamknięto w Polsce wszystkie mennice królewskie, wyjechał z powrotem do Niemiec, zostawiwszy pełnomocnikiem swoim w Poznaniu, dla uregulowania może interesów, Jana Brüssela. W 1606 roku był Dittmar kierownikiem mennicy w Goslarze, poczem ginie po nim ślad wszelki.
  W czasie, kiedy Dittmar na własną rękę prowadził mennice wielkopolskie, znaczył swoje wyroby herbem swoim, wyobrażającym gałązkę o trzech jagodach, przy której czasem stały jego inicjały I-D. Znak taki widzimy na szelągach, groszach i trojakach niektórych koronnych z lat 1595-97, na tych mianowicie, które z poznańskiej, a w 1597 i ze wschowskiej mennicy pochodzą.
Zapisane

Pozdrawiam,
Krzysiek
Wrocek
Członkowie TPZN
Gaduła
*
Poland Poland

Legitymacja: TPZN nr 033

Wiadomości: 841


Zobacz profil
« Odpowiedz #5 : 11 Luty 2009, 09:09:29 »

Oczywiście kolejny fajny tekst zawierający dużo ciekawych informacji. Oczekując na dalszy ciąg – jako uzupełnienie – podaję poniżej, co na temat Poznania pisze Andrzej Mikołajczyk w Leksykonie Numizmatycznym (PWN 1994, str. 241-242):

Poznań, 1) siedziba mennicy: a) książęcej, w której (najprawdopodobniej)
Mieszko I (ok.960-992) bił pierwsze monety pol. – denary ok. 980-992, i z której
zapewne wzięła się większość typów denarów Bolesława Chrobrego (992-1025),
m.in. BOLIZLAVVS, PRINCES POLONIE i typ królewski +REX BOLLZAVAVVS;
b) miejskiej, w której za Kazimierza Wielkiego (1333-70) bito denary (MONETA
POSNANIE); za Ludwika Węgierskiego (1370-82), Jadwigi (1338-86) i Władysława
Jagiełły (1386-1434) bito denary; za Zygmunta III (1587-1632) bito denary 1601-14
i b.d., trzeciaki 1603-11, 1613, 1615-16, 1624, 1626-27;  c) koronnej, w której za
Stefana Batorego (1576-86) bito szelągi 1583-86, trojaki 1584-87 i dukaty 1586;
za Zygmunta III (1587-1632) bito denary b.d., szelągi 1588-89, 1591-97, 1599, grosze
1597-98, trojaki 1588-1601, półtalary medalowe 1599, talary medalowe 1590, 1600,
1612, dukaty 1588-90, 1592 i portugały 1592 sygnowane skrzyżowanymi hakami
dzierżawcy Teodora Buscha, gałązką z jagodami dzierżawcy Jana Dittmara, różą i
inicjałami zarządcy Hermana Rüdigera, skrzyżowanymi hakami i inicjałami VI Walentego
Jahnsa, monogramem miejskim P; za Jana Kazimierza (1648-68) bito denary 1652-53,
szelągi 1652, trojaki 1654, szóstaki 1651, 1661-54,1660, 2-dukaty 1652, 1654-55, 1658,
1661-62 sygnowane inicjałami AT dzierżawcy Andrzeja Tymfa i NG zarządcy Mikołaja
Gilli; pod zarządem W. Jahnsa mennica mieściła się przy ul. Psiej;  2) miejscowość,
której władze miejskie wydały cynkowe monety zastępcze 10 fen. 1917 oraz 1 i 10 fen.
b.d., a także bony 1, 5, 10 i 50 fen. 1 XI 1916 i 1 I 1917, 50 fen. 1 XI 1918, 50 fen., 2
i 10 mk 4 XI 1919, 50 fen., 2 i 10 mk b.d.



Wrocek
TPZN 033
Zapisane

TPZN 033   V-ce Prezes w stanie spoczynku
Mikołaj
Członkowie TPZN
Gaduła
*
Legitymacja: TPZN nr 020
Zainteresowania:
Literatura numizmatyczna, średniowiecze

Wiadomości: 1 464



Zobacz profil
« Odpowiedz #6 : 11 Luty 2009, 09:49:12 »

Dzięki i Krzyśkowi i Wrockowi za wiele cennych informacji.
Zapisane

Pozdrawiam
Mikołaj

TPZN nr 20
Shiver
Stały bywalec
***
Poland Poland


Wiadomości: 665


Zobacz profil
« Odpowiedz #7 : 23 Luty 2009, 13:58:42 »

VIII. Jan Thake
  Był w końcu XVI wieku obywatelem poznańskim, miał tu jak się zdaje, jakąś realność, stanowisko w mennicy królewskiej i znajomości między przedsiębiorcami ówczesnymi. Trzymał się zwłaszcza gorliwie Jana Brüssela, wybitnego dzierżawcy menniczego, a nawet zacieśnił te związki małżeństwem z jego córką. W połowie 1597 roku, gdy po raz pierwszy wystepuje na widownię, jest już zięciem, a nawet spólnikiem Brüssela.
  Wówczas to, dnia 12 sierpnia 1597 roku, zawierają obaj kontrakt z Janem Cieleckim i roborują go w grodzie poznańskim pod zakładem 3000 zł. Jakiej treści był ten kontrakt i dlaczego dotykał Jana Cieleckiego, nie wiadomo. Ten Jan Cielecki był synem Krzysztofa, kasztelana śremskiego, rodzonego brata Jakóba, który był właściwym nadzorcą czyli superintendentem mennic wielkopolskich. Miał więc pewne wpływy i możliwe, że Brüssel i Thake zawierając z nim kontrakt, liczyli na te wpływy, a więc może na wydzierżawienie mennicy poznańskiej od Rüdigera, wszechwładnego wówczas przedsiębiorcy.
  Mennica poznańska była w 1597 dzierżawiona przez Jana Dittmara, który jednak w połowie roku ustapił i wówczas spółka Brüssel i Thake mogła tu objąć rządy, co zresztą jest jeszcze aktami nie stwierdzone. Pewnem jest tylko, że w pierwszej połowie 1598 roku kierownikiem mennicy królewskiej w Poznaniu był młodszy z nich Jan Thake, gdyż jego monogram znajdujemy na ówczesnych trojakach koronnych, z Poznańskiej fabryki pochodzących. Co więcej, mamy w aktach grodzkich notatkę protestacyjną z dnia 9 kwietnia 1598 robotników menniczych, który się nazywają robotnikami starszego mincerza poznańskiego Hanusza Thake, co jest dowodem, że on właśnie był wówczas głównym kierownikiem.
  Nie długie było jednak jego gospodarstwo. Oto z początkiem lipca 1598 roku mennica poznańska przechodzi do rąk Jana Brüssela, może na skutek dobrowolnej umowy z rąk zięcia do teścia. Mimo to spółka ich i dalsza współpraca nie ustaje, gdyż dnia 7 października tegoż 1598 roku zawierają nową z Janem Cieleckim umowę i znowu wpisują ją do aktów grodu poznańskiego. Jeżeli pierwsza umowa była pod zakładem 3000 zł, to ta druga dotyczy już kwoty 4000 zł, którą spólnicy obiecują wypłacić w razie spełnienia pewnych, nieznanych nam warunków do rąk Jana Cieleckiego.
  Warunki te rzeczywiście się spełniły i suma 4000 zł stała się płatną, ale dopiero za  lat 7. Tymczasem Thake i Brüssel prowadzą dalej swoje interesa i w latach 1602 i 1604 juz po zamknięciu mennicy królewskiej widzimy ich parę razy razem działających. Dopiero dnia 22 listopada 1605 roku spotykamy Thakego samego. Wykonuje on wówczas przysiegę, że sumę 4000 zł dłużną Cieleckiemu zapłaci mu na św. Jan najbliższy. Jest to ostatni ślad czynności tego mincerza.
Zapisane

Pozdrawiam,
Krzysiek
Mikołaj
Członkowie TPZN
Gaduła
*
Legitymacja: TPZN nr 020
Zainteresowania:
Literatura numizmatyczna, średniowiecze

Wiadomości: 1 464



Zobacz profil
« Odpowiedz #8 : 19 Listopad 2009, 17:36:49 »

Czy będzie część IX?
Zapisane

Pozdrawiam
Mikołaj

TPZN nr 20
Shiver
Stały bywalec
***
Poland Poland


Wiadomości: 665


Zobacz profil
« Odpowiedz #9 : 19 Listopad 2009, 18:20:20 »

IX. Engelbert Geelen
  Wśród pracowników mennicy królewskiej w Wschowie przy końcu XVI wieku, znajdował się również Engelbert Geelen, który pisał się także Geil lub Gellen. Skąd pochodził i jak długo w Wschowie pracował nie wiadomo. Musiał należeć jednak do zamożniejszych mincerzy tamtejszej oficyny, skoro kolegom swoim pożyczał pieniędzy. Do jego dłużników należał i kierownik mennicy Ernest Knorr i towarzysz sztuki menniczej Jerzy Scholtze i to do dłużników niewypłacalnych a złośliwych tak, że w 1598 roku trzeba było ich skarżyć, a nawet aresztować.
  Na szersze wody wypływa Geelen dopiero na początku XVII wieku, gdy mennice królewskie przestały już istnieć, zamknięte na mocy uchwały sejmowej z 1601 roku. Geelen osiadł był wówczas w Poznaniu wraz z żona Małgorzatą, synami Andrzejem i Henrykiem oraz córką Marjanną, która właśnie wówczas wyszła za za mąż za innego przedsiębiorcę menniczego Henryka Laufferta. Szukając nowej dla siebie posady, wpadł Geelen na pomysł wznowić mennicę miejską w Poznaniu i podał w tym kierunku osobny memorjał do magistratu.
Przypomniał mianowicie ojcom miasta, że to już blisko 200 lat temu, jak Poznań z rąk króla Władysława Jagiełły otrzymał prawo mennicze i jaki to byłby dla miasta pożytek i interes wznowić to prawo z powrotem w ten sposób, by jemu, Geelenowi dać koncesję na stworzenie i puszczenie w ruch mennicy miejskiej denarowej.
  Wniosek powyższy znalazł przychylny dla siebie nastrój w magistracie i wywołał dnia 7 sierpnia 1602 roku odpowiedź, w której miasto zgadza się w zasadzie na propozycję Geelena i daje mu żądaną koncesję, ale uważa, że wobec blisko 200-letniej przerwy w wykonywaniu prawa menniczego, cała sprawa wymagać bedzie przecież wznowienia i zatwierdzenia króla Jegomości. Koszta urządzenia fabryki zwala magistrat na przedsiebiorcę, ale w zamian daje mu koncesję na 12 lat, którą w danym razie pozwala odstąpić dzieciom, sukcesorom lub innym. Równocześnie bierze magistrat swego mincerza i przedsiębiorcę w opiekę i zapewnia wszystkie te przywileje i wolności, z jakich zwyczajnie ludzie jego zawodu korzystają. Tytułem czynszu winien będzie Geelen płacić corocznie do kazy miejskiej 100 złp., ze względu jednak na to, że sam winien starać się o zatwierdzenie królewskie i na własny koszt ma urządzić mennicę, przeto miasto uwalnia go przez pierwsze pięć lat od opłaty wymienionego czynszu. Wreszcie obiecuje magistrat poprzeć jego starania w kancelarji królewskiej w sprawie wznowienia przywileju.
  Taka była treść kontraktu, na podstawie którego Gellen wyjechał do Krakowa starać się o zezwolenie królewskie na otwarcie mennicy miejskiej w Poznaniu. Starania jego zakończyły się wnet pomyślnym rezultatem, gdyż już dnia 5 września 1602 otrzymał podpisane przez króla Zygmunta III-go potwierdzenie przywileju Jagiełłowego z 1410 roku oraz dalsze warunki konsensu. Król przychylił się do prośby mincerza i miasta Poznania motywując użyteczność drobnej monety denarowej potrzebami zdawkowego i drobnego handlu oraz względami na jałmużnę, którą w takiej monecie bardzo chętnie się daje. Co więcej, rozszerzył przywilej, pozwalając na bicie nie tylko drobniutkich denarków ale i na nieco większych ternarów czyli trzeciaków (potrójnych denarów). Żąda tylko, by przedsiębiorca trzymał się ściśle ordynacji króla Zygmunta I-go z 1526 roku co do wagi i próby wybijanych monet oraz dawniej używanych wzorów. Nad prawidłowem funkcjonowaniem mennicy miejskiej ma czuwać podskarbi koronny.
  Z takim konsensem królewskim wrócił we wrześniu 1602 roku Geelen do Poznania i od razu zabrał się do urządzenia fabryki. Jeszcze w tym samym roku została w ruch puszczona i wydała pierwszą emisję denarków z orłem polskim po jednej, a kluczami poznańskimi po drugiej stronie. W 1603 roku obok denarków zjawiły się i pierwsze trzeciaki czyli potrójne denary i cały interes szedłby zupełnie dobrze i normalnie, gdyby nie kwestia kursu tej nowej monety, która niepodziewanie stanęła na porządku dziennym.
  Oto Geelen mając przepisane trzymanie się ordynacji z 1526 roku nie zastosował się ściśle do tego z powodu, że stosunki z przed 80 lat były zupełnie inne. W czasach Zygmunta I szło 18 denarów na 1 grosz a 40 groszy na dukat, tymczasem za czasów Zygmunta III w 1602 roku trzeba już było 70 groszy, a więc 75% więcej płacić za czerwonego złotego. Trzymanie się przeto ściśle ordynacji menniczej z przed 80 laty naraziłoby go na olbrzymie straty. Poradził więc sobie w ten sposób, że z jednej strony obniżył nieco stopę menniczą swoich denarów, z drugiej zaś wydawał je nie po 18 lecz po 16 za grosza, tak jak to było na Śląsku w zwyczaju. Tu jednak natrafił na opór ludności miejskiej, kucharek i gospodyń poznańskich, które przyzwyczajone były od dawna do liczenia na grosz 18 denarów i nie chciały inaczej ich przyjmować. Zaczęły się z tego powodu spory, kłótnie i narzekania, których widomym znakiem był protest Geelena wniesiony dnia 12 października 1605 roku do ksiąg miejskich w Poznaniu przeciwko temu obniżaniu kursu jego denarów.
  Jak się sprawa ułożyła, nie wiadomo. Miasto zdaje się patrzyło przez palce na działalność przedsiębiorcy i nie przeszkadzało mu w dalszej akcji, którą ten spokojnie rozwijał aż do końca tj. do swojej śmierci. Zdaje się, że głównym jego pomocnikiem był zięć jego Henryk Lauffert, drugim takim zaś był Hanusz Kel, z którym jeszcze 6 lipca 1610 zawiera jakiś kontrakt. Wnet potem jednak, może z początku 1611 roku umiera.
  Ponieważ Geelen miał koncesję na lat 12, tj. do końca 1614 roku, przeto jeszcze przed śmiercią może w testamencie zapisał ją swemu zięciowi Lauffertowi. Zrobił to nie tylko dlatego, że Lauffert był jego pomocnikiem do ostatniej chwili ale i z tego powodu, że jego własni synowie Andrzej i Henryk byli jeszcze małoletni i może na sztuce menniczej jeszcze się nie znali. Do cedowania tej koncesji był zresztą na mocy kontraktu z miastem uprawniony.
  Jednakże magistrat poznański w łaśnie w tej kwestii był innego zdania, a Laufferta nie życzył sobie zupełnie. Ponieważ na kontrakt odwołać się już nie mógł, zaskarżył teraz Geelena o to, że ośmielił się bić monety wbrew przywilejom królewskim i kontraktowi z miastem zawartemu i pociągnął o to sukcesorów jego do odpowiedzialności. Pozew z dnia 15 kwietnia 1611 roku odnosi się do wdowy Małgorzaty oraz dzieci zmarłego, Andrzeja, Henryka i Marjanny Lauffertowej. Poza tą skargą, nakazał magistrat opieczętowanie mennicy i wezwał wdowę Geelenową do przysięgi, że pieczęci miejskich służbie ruszyć nie każe.
  Zaczął się tedy proces miasta ze sukcesorami Geelena, w imieniu których występuje energicznie Henryk Lauffert. Protestuje on przede wszystkiem w grodzie kościańskim przeciw magistratowi poznańskiemu twierdząc, że zmarły Geelen jemu odstąpił prawa do mennicy i że na mocy kontraktu był władny to uczynić. Wobec tego wysyła miasto do Kościana swego pełnomocnika Joachima Starościńskiego, który wpisuje tam imieniem miasta replikę, twierdząc, że mennica oddaną została Geelenowi do osobistego tylko korzystania i że bez zezwolenia miasta nie mogła być nikomu cedowaną. Miasto zaś tem bardziej nie może się zgodzić na cesję zmarłego, ile że sukcesorowie jego są odpowiedzialni za wykroczenia i nadużycia, jakie Geelen w czasie swej dzierżawy popełnił.
  Jak się ten proces zakończył, nie wiadomo. W każdym razie Lauffert do mennicy poznańskiej się nie dostał, a fabryka ta w inne zupełnie przeszła ręce.
Zapisane

Pozdrawiam,
Krzysiek
Mikołaj
Członkowie TPZN
Gaduła
*
Legitymacja: TPZN nr 020
Zainteresowania:
Literatura numizmatyczna, średniowiecze

Wiadomości: 1 464



Zobacz profil
« Odpowiedz #10 : 19 Listopad 2009, 20:41:46 »

dziękuję Uśmiech
Zapisane

Pozdrawiam
Mikołaj

TPZN nr 20
Eothain
Stały bywalec
***
Poland Poland

Zainteresowania:
Monety Wazów

Wiadomości: 125



Zobacz profil
« Odpowiedz #11 : 19 Listopad 2009, 21:01:09 »

Bardzo dziękuję za zamieszczenie tekstu i liczę na dalsze części. Czy część V. jest pierwszą, jaką zamieściłeś Shiver?
Zapisane

Pozdrawiam,
Michał
pasjonatort
Rada Oficerów TPZN
Gaduła
*
Poland Poland

Zainteresowania:
Zygmunt III - orty gdańskie. Gustaw - trojaki elbląskie.

Wiadomości: 1 312


TPZN 080


Zobacz profil
« Odpowiedz #12 : 13 Czerwiec 2017, 11:13:52 »

Bardzo ciekawy wątek, który odkopałem przez przypadek. Czy ktoś mógłby dalej wstawić kolejne opisy osób zarządzających mennicą w Poznaniu. Szczególnie zależy mi na informacjach o administratorze mennicy za panowania Stefana Batorego. Teodor Busch 1584-87. Uśmiech
Zapisane

Ł.Cieśla
Stały bywalec
***
Poland Poland

Zainteresowania:
Trojaki Wschowa ZIIIWaza

Wiadomości: 145


Zobacz profil
« Odpowiedz #13 : 12 Grudzień 2017, 16:14:16 »

Bardzo ciekawy wątek, który odkopałem przez przypadek. Czy ktoś mógłby dalej wstawić kolejne opisy osób zarządzających mennicą w Poznaniu. Szczególnie zależy mi na informacjach o administratorze mennicy za panowania Stefana Batorego. Teodor Busch 1584-87. Uśmiech

W sprawie Dietricha Buscha (vel. Teodora Busza; Ditricha Pusza, a po naszemu Teodoryka), przeprowadziłem własne dochodzenie.
W tekście S.Tymienieckiego "Zarysy do dziejów mennic koronnych Zygmunta III w XVIw." 1917) przeczytałem, że Dietrich pochodził z Hamlu. Informacja pochodziła z A.Pawińskiego "Skarbowość w Polsce i jej dzieje za Stefana Batorego", Warszawa 1881. Faktycznie napisane tam jest, że Busch pochodził z Hamlu w księstwie brunszwickim, a jego nazwisko pojawiło się w kontekście zamierzonego otwarcia mennicy w Poznaniu. Przebieg rokowań ludzi Podskarbiego Dulskiego z mincerzem D.Buschem opisany jest w liście podskarbiego do Młodziejowskiego (prawdopodobnie chodzi o Jacka Młodziejowskiego zm.1604r. podskarbi nadworny koronny, "Dn. 7 II 1581 dostał, wspólnie z podskarbim kor. Janem Dulskim, dzierżawę ceł wielkopolskich i małopolskich na trzy lata za opłatą 50 000 złp. rocznie. Ponieważ dobrze wywiązali się z umowy, 12 V 1584 przedłużono im dzierżawę na dalsze trzy lata podnosząc czynsz do 51 000 złp. rocznie. - źródło: http://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/jacek-mlodziejowski), z dnia 21 stycznia 1584r. oraz w liście Jana Skrzetuskiego do podskarbiego Dulskiego (źródło: Pawiński "Skarbowość...). Idąc tropem Hamlu, założyłem, że chodzi o współczesne miasteczko Hameln, leżące około 80km od Brunszwiku w kierunku południowego zachodu. Strzał w dziesiątkę, gdyż mennicę miejską miało już kilkaset lat temu.
W międzyczasie znalazłem w sieci, drobne monety miejskie z roku 1576 ze znakiem menniczym D.Buscha skrzyżowane haki mennicze, a pod nimi x).
Napisałem email do dyrektora muzeum miejskiego w Hameln pana Stefana Daberkow i otrzymałem odpowiedź, że nic nie wiedzą o Buschu, ale przekierowują moje pytanie do archiwum miejskiego. Niedługo potem, Pani Silke Schulte z archiwum miejskiego nadesłała odpowiedź - skan jednej stronicy z książki, której nie mogę do dzisiaj namierzyć.
Okazuje się, że Pan Teodoryk zanim został mincerzem w mennicy królewskiej w Poznaniu, przez wiele lat czynnie praktykował w mennicy miejskiej w Hameln i wybijał tam grosze ze swym znakiem. Trwało to od 1575 do 1583r.  
Drugi ciekawy wątek, który się pojawił to postać Georga Buscha, który zarządzał mennicą przed Teodorykiem w latach 1567-1575. Zakładam, że jest to ktoś z jego rodziny, może nawet ojciec, ale to wymaga dalszych poszukiwań.
Od jednego kolegi z Czech otrzymałem informację, że D.Busch z Hameln jest umieszczony jeszcze w katalogu N.Douglas, Nicol:Standard Catalog of German Coins 1501-present, 3rd Edition Krause Publications). Nie szukałem jeszcze tej publikacji.

Dnia 5 października 1584r. Teodoryk Busch złożył przysięgę w Poznaniu, że będzie dobrze wypełniał obowiązki mincerza, a 26 listopada 1584r. przysięgę na probierza mennicy złożył Piotr Schroeder, podobno rodak Buscha (S.Tymieniecki "Zarysy..."). Do końca panowania Stefana Batorego (umarł 12 grudnia 1586r. w Grodnie), Busch bije w Poznaniu szelągi i trojaki, a wg osobnego pozwolenia królewskiego z 1586r. datowanego z Grodna, bije też dukaty.
Pozdrawiam    


* grosz.jpg (35.6 KB, 323x308 - wyświetlony 66 razy.)

* Busch D.jpg (357.89 KB, 1052x1354 - wyświetlony 46 razy.)

* Busch 2.jpg (312.03 KB, 2931x1320 - wyświetlony 47 razy.)
Zapisane

Doctrina multiplex, veritas una
Ł.Cieśla
Stały bywalec
***
Poland Poland

Zainteresowania:
Trojaki Wschowa ZIIIWaza

Wiadomości: 145


Zobacz profil
« Odpowiedz #14 : 07 Styczeń 2018, 23:54:03 »

Herman Rüdiger
O dzierżawcy mennic wielkopolskich można poczytać u M.Gumowskiego i w wielu innych opracowaniach badaczy.
Jako uzupełnienie wiedzy o nim, podam ciekawostkę, na jaką ostatnio natrafiłem.
W Niemczech, w miejscowości Grünberg (około 40 km na północ od Frankfurtu nad Menem), na rogu rynku (Marketplatz), przy ulicy Rabegasse 1, stoi renesansowy piękny budynek. Mieści się w nim Ratusz, a wg informacji zamieszczonej na stronie internetowej ratusza, budynek ten został wybudowany w latach 1586/87 przez komornika Hermana Rüdigera z Hersfeldu. W 1593r. miasto odkupiło od niego ten budynek za 2000 talarów, z przeznaczeniem na Ratusz.
Na ścianie frontowej budynku umieszczony jest herb budowniczego. Czyż nie jest podobny, do nam znanych?



* Ratusz w Giesen.jpg (138.59 KB, 1015x487 - wyświetlony 44 razy.)

* Herb na ścianie frontowej Ratusza.jpg (148.37 KB, 617x585 - wyświetlony 54 razy.)

* Herb Rudigera...jpg (20.14 KB, 250x222 - wyświetlony 39 razy.)
Zapisane

Doctrina multiplex, veritas una
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Numizmatyka - linki do stron | Najlepsze strony numizmatyczne
Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2008, Simple Machines

Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS! Dilber MC Theme by HarzeM